Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
czwartek, 26 sierpnia 2010
Refleksja po przeprowadzce...

O z jakim wielkim żalem opuszczam Blox.pl mając ponad 1000 odwiedzin w tygodniu....

Ale uszu do góry - podpowiada rozumek...niedługo i na Bloggerze tak będzie :)

nicole_gastonguay

nowe miejsce:

GOD SAVE THE BOOK

10:51, the_book
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 sierpnia 2010
Przenosiny. Przeprowadzka. Przenosiny!

Nastał czas przeprowadzki. Zapraszam więc wszystkich bardzo, ale to bardzo serdecznie na swój nowy blog, która jest kontynujacją tego co robiłam na Blox.pl.

God save the book

 

 

 

11:23, the_book
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Pod wpływem emocji...Bator i Paziński

 

 

Joanna Bator "Chmurdalia"

Będąc ostatnio w bibliotece (takie już zboczenie zawodowe, mimo stosu, a nie stosiku 50 książek do przeczytania w domu) wypożyczyłam sobie (kurka! No, nie mogłam się oprzeć) „Chmurdalie” Joanny Bator. Ja po prostu uwielbiam jej książki. Bez dwóch zdań. Dlatego recenzja drugiej części „Piaskowej góry” (chyba tak można określić „Chmurdalie”) będzie bardzo emocjonalna (oczywiście tylko zabarwiona tymi pozytywnymi odczuciami). Wszystkie zachwyty, które  towarzyszyły mi podczas lektury „Piaskowej góry”, obecne były również podczas lektury „Chmurdalii” z jednym zastrzeżeniem – fabuła powieści nie była już tak intrygująca ja w przypadku pierwszej części. Ale od początku. Język (!), bohaterowie, historia – na piątkę. W sposób jaki pisze Joanna Bator to mistrzostwo. Zdanie stworzone przez  Bator zachwycają i powalają na kolana. A sama historia… To dalsze losy Dominiki Chmury i jej matki Jadzi Chmury. Na stronach książki oprócz głównych bohaterek, przewija się oczywiście cała galeria postaci, w jakiś sposób z sobą powiązanych, nieprzypadkowych: Grażynka, ciemnoskóra Sara, Ivo – cukiernik … . Autorka ma cudowny talent do pisania powieści wielowątkowych, ale w sposób tak precyzyjny, że po prostu … zachwyca. Co uderzające, książka jest bardzo kobieca – tam właśnie my, dziewczyny  utrzymujemy ten męski świat w ryzach. Tak jak w przypadku „Maga” 600 stron to była dwutygodniowa katorga,  tak w przypadku „Chmurdalii” 500 stron to była dwudniowa przyjemność. A czym jest tytułowa „Chmurdalia”?! Kraino odległo od Wałbrzycha, miejscem w chmurach dali, gdzie ucieka się przed pamięcią i przeszłością. Pozwolę sobie przytoczyć mój ulubiony fragmenty książki – tak na posmakowanie języka J. Bator:

Panowie poruszyli kwestię inżynierii mostu wiszącego, którego byle nie rozhuśtać, niejedno przetrzyma, psy zaprzyjaźniły się i powąchały, a bibliotekarka czytała książkę Olgi Tokarczuki wzdychała, bo zaczynał jej się podobać inżynier Jerzy; ach, z takim panem w domu górskim życie wieść sobie ciekawe, raz dzienne, raz nocne.

(J. Bator, „Chmurdalia”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010, s. 478)

Polecam. Och, polecam!

Moja ocena 6/6.

Piotr Paziński "Pensjonat"

„Pensjonat” Piotr Paziński - to książka, nie to esej, który przede wszystkim traktuje o przeszłości. Tytułowy pensjonat to miejsce, gdzie kuracjusze, w większości pochodzenia żydowskiego przybywali, aby podreperować zdrowie i pobyć w miejscu - oazie, wolnej od napięć i niepokojów politycznych. Pensjonat był swoistą wyspą wolności po grozach i demonach Holocaustu. Narratorem tekstu jest dorosły mężczyzna, który przebywał w tym magicznym miejscu w okresie dzieciństwa. Powrót do pensjonatu po latach okaże się powrotem w przeszłość – jakże mglistą i ulotną. Bowiem w starym, niszczejącym budynku nic nie jest takie samo. Nie ma już dawnych kuracjuszy, nie ma miejsc zapamiętanych z przeszłości. Tamto pokolenie – precyzyjniej – resztki tamtego pokolenia, które jakimś cudem uniknęło śmierci z rąk nazistowskich oprawców, umarło – pozostał po nich tylko niszczejąc pensjonat. Ale też pamięć! Pamięć, która mimo, że ulotna pozwala na trwanie i istnienie osób, które odeszły. Chociażby na chwilę. Dlatego należy ćwiczyć pamięć, tak jak to robi narrator tekstu – aby przedłużać trwanie osób, których już nie ma. „Pensjonat” Pazińskiego to dobra rzecz. Napisana w precyzyjnym, minimalistycznym językiem. Czyta się szybko i łatwo. Nominowana do tegorocznej Literackiej Nagrody Nike oraz uhonorowana Paszportem Polityki - i choćby dlatego wypada ją znać. Polecam i zachęcam.

Moja ocena: 5/6.

Zdając sobie w pełni sprawę z faktu, że moje dzisiejsze wpisy (a na pewno pierwszy) są mało merytoryczne, kajam się i zawstydzona idę robić pranie.

P.S. Zarówno Bator („Piaskowa góra”) i Paziński są nominowani do tegorocznej Literackiej Nagrody Nike. Nie ukrywam, że trzymam mocno kciuki za wałbrzyska opowieść :D

12:12, the_book
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010
"Mag" J. Fowlesa oraz "Tajemnica rodu Hegartych" A. Enright

 

(Nie)magiczny „Mag” Fowlesa

To miała być książka po której naprawdę wiele się spodziewałam i która naprawdę mnie rozczarowała. Bez dwóch zdań. To nie moja literatura, to nie mój świat. Na początku pomyślałam, że jestem odosobniona w mojej opinii co do dzieła Fowlesa, ale przeszukując sieć odnalazłam wiele podobnych (niekoniecznie pozytywnych) opinii. „Męczyłam” tę książkę dwa długie, frustrujące tygodnie, klnąc przy tym niemiłosiernie i niecierpliwością  wypatrując końca. Jest jednak jedna rzecz, którą zrozumiałam dzięki Fowlesowi i której jestem już w stu procentach pewna – lubię literaturę, która została nazwana przeze mnie „literatura krótkich zdań”. Bliżej literaturę, która jest bardziej konkretna, sprecyzowana, skondensowana. Bez zbędnych opisów, nadpisów i przypisów. Dlatego moimi faworytami są: Kapuściński, Bator, Szczygieł, Bader i Borges etc.  Uważam, że autor wielość sensów, które chciał przekazać w tekście, równie dobrze zmieściłby na 100 a nie na 628(!) stronach. Ale do sedna - kilka zdań o treści książki: „Mag” Fowlesa to książką z gatunku powieści inicjacyjnych. Młody nauczyciel Nicholas Urfe trafia na grecką wyspę, aby uczyć języka angielskiego w ekskluzywnej szkole. Lecz na małej wysepce znajduję się również tajemniczy dom w którym mieszka - Conchis – jak się okaże (bagatela po 400 stronach książki) jego przewodnik do świata dorosłości (miłości). Nasz bohater będzie poddawany różnym eksperymentom, będzie uczestniczył w dziwnie psychologicznej grze – a wszystko po to aby zrozumieć, że naprawdę kocha tylko jedną kobietę  - Alison. Cóż, czego się nie robie dla prawdziwej miłości!

Co mi się nie podobało w tej książce: rozbudowana, nadbudowa, przebudowana akcja – za wiele tego, sam pomysł fabuły – manipulowanie czyimś jestestwem, przeintelektualizowane rozmowy.

Co mi się podobało w tej książce – język, główny bohater oraz fakt, że Fowles doskonale – mimo wszystko – panuje nad całą, rozbudowaną fabułą tekstu.

Moja ocena: 3/6

 

 

Przeczytałam dobrą książkę…

Drugą książką, którą w ostatni czasy miałam niebywałą okazję poznać był rewelacyjny tekst A. Enright „ Tajemnica rodu Hegartych” – uhonorowana zresztą nagrodą Bookera (2007). Przy tej pozycji doskonale sprawdza się powiedzenie – „nie oceniaj książki po okładce”. Po pierwsze dlatego, że okładka i tytuł nie zachęcał do przeczytania książki – wydawała mi się jedną z wielu kryminalno-obyczajowych pozycji, których ogrom na rynku księgarskim. Po drugie (i z tym spotkałam się pierwszy raz) – opis na obwolucie nijak się ma do faktycznej treści książki. Bowiem Enright opisuję, przede wszystkim, historie Veroniki i jej zmarłego, samobójczą śmiercią brata Liama, a nie jak to zostało umieszczone na obwolucie książki – próbę wyjaśnienia przyczyn tragedii przez poszczególnych członków Hegartych. Książka irlandzkiej pisarki, to powieść o tym jak pojedyncze, traumatyczne zdarzenia z dzieciństwa odbijają swe piętno na dorosłym życiu. Jak milczenie, obojętność może skrzywdzić drugiego człowieka. W końcu to również powieść o tym, że rodzina to nie tylko źródło radości i poczucia bezpieczeństwa, ale też źródło cierpienia. Rodzina, która ma symbolizować dobroć, zbyt zakorzeniona w tym dogmacie (stawianie norm i zachowań społecznych ponad dobro jednostki) może zniszczyć i zniekształcić dziecko na tyle, że trudno będzie mu funkcjonować w rzeczywistości dorosłych – tak jak to miało miejsce w przypadku Liama. „Tajemnica rodu…” to książka mroczna, napisana oszczędną i precyzyjną prozą, która porusza i fascynuje. To jest naprawdę bardzo dobry tekst, który wypełni zasłużył na Nagrodę Bookera. Gorąco polecam.

Moja ocena: 5/6

***

Leniwie i cudaśnie jest w moim życiu. Jestem właśnie na półmetku moich dłuuuugich  wakacji. Np. dziś podczytywałam stare numery magazynu "Bluszcz", gdzie znalazłam bardzo ciekawy artykuł dotyczący tytułów książek. Podobno najlepszym tytułem w historii literatury jest tytuł: "Sto lat samotności". W ogóle (według autorki artykułu - Julii Pańków) "samotność" w tytule to gwarantowany sukces. A najgorszy tytuł... to m.in. "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam" Paula-Mistrza Światła- Cohelo (Yeah!). W artykule mowa również o nagrodzie brytyjskiego magazynu "Bookseller", który od 30 lat przyznaje najdziwniejszym tytułom roku. Wśród nagrodzonych były takie pozycje jak: "Atrakcyjny i ciepły desing grobu", "Utrata własów w nowym milenium", "Traktory i mężczyźni, którzy je kochają" czy "Męskie genitalia i jak je ulepszyć" ("Bluszcz", marzec 2009, nr 6). Cudowne.

Pozdrawiam i leniwie macham łapką.

17:19, the_book
Link Komentarze (10) »
środa, 04 sierpnia 2010
Rosja moja miłość!

 

„Rosja w literaturze” to moje pierwsze wyzwanie – należy być uczciwym - basta. Na pytanie - „gdzie zainspirowana lekturą chciałabym pojechać?” Pada szybka odpowiedź – „do Rosji” – rzecz jasna. Do Rosji kraju, gdzie…wszystko jest możliwe. Do kraju, który fascynuje mnie jak żaden inny, do kraju, który pokochałam dzięki Kapuścińskiemu, do kraju kontrastów…Radość wyzwaniowa jest zatem wielka!

Przed rozpoczęciem wyzwania krótki rachunek sumienia:

1. Przeczytane (zapamiętane):

- Grossman Wasilij „Życie i los” ( w tym roku)

- Hugo-Bader Jacek "Biała gorączka" ( w tym roku)

- Dostojewski Fiodor „Zbrodnia i kara” i „Biesy” ( w tym roku)

- Kapuściński Ryszard „Imperium”

- Jerofiejew Wieniedikt „Moskwa-Pietuszki” (w tym roku)

- Nabokov Vladimir „Lolita”

- Bułhakow Michaił „Mistrz i Małgorzata”

- Czechow Antoni – „Opowiadania”

- Puszkin Aleksander „Eugeniusz Oniegin”

2. Mój wyznaniowy plan minimum:

- Aleksandra Marianina – cokolwiek

- Aleksander Sołżenicyn „Oddział chorych na raka”

- Jacek Hugo-BaderW rajskiej dolinie wśród zielska”

- Lew Tołstoj „Anna Karenina” lub/i „Wojna i pokój”

- Pasternak Borys „Doktor Żywego”

- skorzystam również z podpowiedzi organizatorki wyzwania - Prowincjonalnej Nauczycielki :)

A więc książki w dłoń!

Dziękuję za wyzwanie i pozdrawiam serdecznie Prowincjonalną Nauczycielkę oraz wszystkich uczestników zabawy:)

***

Jęsli tylko zdąże w ramach wyzwania chciałabym przeczytać również polecane ksiązki przez Kasie:

- "Dzieci Arbatu"  Rybakowa A.

- "Moskiewską sagę" Wasilija Aksionowa

oraz Owarinaiyume:

- "Dwanaście krzeseł" I. Ilfa i E. Pietrowa

- nowele Zoszczenki

- "Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina" Wojnowicza

- "Wierny Rusłan" Władimowa

- "Wszystko płynie" Grossmana

- "Opowiadania kołymskie" Szałamowa

Kapuściński moja miłość - łańcuszek vol. 2

Otrzymałam od Lilithin zaproszenie do łańcuszka wakacyjnego vol. 2. A oto i moje odpowiedzi:

1. Czy masz jakąś książkę lub autora do których wracasz w okresie wakacyjnym?

Autor, do którego wracam, niezależnie od pory roku to oczywiście Ryszard Kapuściński.

2. Egzemplarze jakiej książki rozrzuciłabyś najchętniej w letnich pociągach i samolotach, tak by przeczytało ją jak najwięcej wakacjowiczów?

I tym razem Kapuściński – „Lapidaria” – rozrzucałabym nie same ksiązki, ale karty z książek – może wtedy więcej osób by do nich dotarło (?) – one dotarły by do nich (!)

3.Czy czytasz ostatnią stronę lub ostatni rozdział przez rozpoczęciem właściwej lektury? Czy kiedykolwiek zepsuło Ci to przyjemność czytania?

Nigdy mi się to nie zdarzyło. Jestem przekonana, że takie zachowanie bezcześci tekst.

4. Jak często czytasz książki więcej niż jeden raz i jaką książkę udało Ci się przeczytać największą ilość razy?

Naprawdę rzadko zdarza mi się czytać coś dwa razy. Książek jest zbyt wiele… Autorem do którego powracam tylko czytając fragmenty jego książek jest Kapuściński.

Moje pytanie, którego nie zadałam przy pierwszej odsłonie Łańcuszka, a na którego zadanie miałam wielka ochotę – nijak się zresztą ma do wakacji, ale co tam – raz kozie śmierć:

Który pisarz lub która książka zasługuje na Literacka Nagrodę Nobla a nigdy jej nie otrzymał/otrzymała? A która zasługuję na anty- Nobla? :D

Do dalszej zabawy zapraszam Ren i Nutte i Mary.

środa, 28 lipca 2010
" Co z nami będzie, kiedy przestaniemy czytać książki?". Rock'n'roll, Baby!

"Co z nami będzie, kiedy przestaniemy czytać książki? Zgroza. [...] Pocieszam się, że zawsze jednak będzie jakaś reszta, pielęgnująca kulturę fotela i lampy, nałogowców, "czytomanów", którzy nie powiększą grona leniwców igrających z przyciskami pilota... . [...] Nieco irracjonalna potrzeba (tak, potrzeba!) gromadzenia książek należy do sposobu bycia, do egzystencjalnych nawyków rodziny, środowiska, w którym się wyrasta lub żyję. Tylko...gdzie te zbiory trzymać? Pamiętam mieszkanie Turowiczów zawalone książkami, sam od dawna staję wobec koniecznosci znacznego zredukowania mojej biblioteczki... Ten, kto dokonał w życiu takiej operacji, zrozumie, dlaczego wciąż nie mogę się do nieuchronnej selekcji (oddać/zatrzymać) zabrać" ks. Adam Boniecki

"Tygodnik Powszechny" 31/2010.

Często sięgam po "TP" ze względu na rewelacyjny i niepowtarzalny (najlepszy!) dodatek literacki, który aktualnie ukazuję się raz na miesiąc z gazetą. Te właśnie numery, kupuję w tradycyjnej formie papierowej, którą zasadniczo cenie bardziej niż wersje elektroniczną. Pozostała numery (bez dodatku) stara się "doczytywać" online. Jednakże są wyjątki od tej reguły - takim wyjątkiem jest między innymi najnowszy numer "Tygodnika..." poświęcony czytelnictwu w naszym kraju. Czytelnictwu, które jest naprawdę fatalnym stanie - 37% Polaków (tylko!) czyta - dla porównania 60% mieszkańców krajów skandynawskich. Sytuacja w kraju jest fatalna (dla mnie pożeracza książek niewyobrażalna) i jak podkreśla  Jadwiga Kołodziejska - autorka jednego z trzech artykułów poświęconych temu zagadnieniu - jest to wynik m.in. fatalnej w skutkach polityki (anty)kulturalnej naszego rządu. Bowiem, gdy w Sejmie Bogdan Zdrojewski prezentował projekt reform związanych m.in. z czytelnictwem i bibliotekami sala obrad była prawie pusta. Natomiast, gdy w Norwegii spadł poziom czytelnictwa w przeciągu roku wprowadzono ustawę, która mówiła, że żaden czytelnik nie może mieć dalej do biblioteki niż 2 kilometry...

A teraz oficjalnie i pompatycznie - w ramach czytelniczego protestu zamieszczam moje  akcesoria książkowe i jako młody bibliotekarz będę w moich uczniach krzewić miłość do książek! O tak! Wszystkimi znanymi mi sposobami - nawet jeśli wymagałoby to ode mnie przekupstwa słodyczowego petentów.

Oto gadżety:

zakładki i...


...książki.

 

Tyle jeśli chodzi o czytelnictwo. Może jeszcze tylko dodam, że strasznie się z "Magiem" męczę..., ale o tym później.

W piątek ruszamy na Przystanek Woodstock. Zresztą jak co roku. Należy więc trzymać kciuki za dobrą pogodę (wymagania: 25C, bez deszczu, leciuśienkie słoneczko) i dobrej zabawy życzyć. YEAH!





18:02, the_book
Link Komentarze (19) »
środa, 21 lipca 2010
Seks i Pidżama, Dostojewski oraz Borges (na dodatek!), czyli jak zwykle rzecz o książkach.


Ponieważ mam wakacje i czas płynie bosko pomalutku, wręcz smakowicie – próbuję różnych lektur i  tekstów. Ostatnio nawinęła mi się książka przyjemna, aczkolwiek nie wnosząca nic nowego do mego czytelniczego życia, mowa tu o utworze Mary Roach „Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”. Rzecz świetnie napisana, ciekawa, która sprawia czytelniczą przyjemność w chwili, gdy ma się ją w ręku. Jeśli więc w ogóle może być mowa o książkach na lato to właśnie „Bzyk” taką książką jest. Zadziwiające w tej lekturze jest również determinacja samej autorki, która gna ją niezłomnie do poznania prawdy. Pasja z jaką Mary Roach podchodzi do badanego tematu zdumiewa i zachwyca. Rewelacyjne jest również poczucie humory i dystansu amerykańskiej pisarki, dzięki któremu, myślę, miała szansę uczestniczyć w różnych ekstremalnych sytuacjach (jak na przykład w dość brutalnym umieszczaniu silikonowej protezy w męskim członku) związanych z seksem, orgazmem i całą (przyjemną) resztą. Chętnie więc sięgnę po drugą książkę autorki „Sztywniak”, która zresztą zalega na mojej półce, gdyż lato to czas zabawy a książki Roach doskonałą rozrywką są!

Moja ocena: 4.5/6


Zdarzyła mi się również w tym czasie letnim – rozciągłym jak krówka mordoklejka -przeczytać rzecz znacznie odmienną od prezentowanej tu pozycji numer 1 mianowicie „Autobiografie” Borgesa. To niewielki dziełko, którego przeczytanie zajmuję zaledwie czas w jakim wypija się jeden kubek popołudniowej kawy jest książką znacznie różniącą się od wszystkiego co miałam szanse tego autora przeczytać. Napisana, trafniej opowiedziana (gdyż niewidomy Borges w tym czasie już dyktował swoje teksty innym) autobiografia to niezwykła historia człowieka, który wielbił i czcił książki do tego stopnia, że to one były punktami na osi czasu wyznaczającymi kolejne etapy jego życia. Ten pisarz żył książką, w książkach, z książkami, będąc przy tym człowiekiem o niezwykłej skromności i poczuciu humoru. Niechaj za przykład posłuży nam następujące zdanie:

Przypomina mi to radę Marka Twaina, który dowodził, że można stworzyć wspaniałą bibliotekę, pozbywając się twórczości Jane Austen, i nawet jeśli w tej bibliotece nie zostałoby więcej książek, nadal byłaby wspaniałą biblioteką, brakowałoby bowiem utworów Jane Austen” (Jorze Luis Borges, Autobiografia, Warszawa 2002, s. 48.)

A wieńczące zdanie: książka ta jest niezwykła! Och tak!

Moja ocena: 6/6

No i czas na obiecanego w tytule Dostojewskiego. Warto sięgnąć po najnowszy numer „Tygodnika Powszechnego”, gdyż znaleźć tam można dodatek „Magazyn Literacki” zatytułowany „Dostojewski reaktywacja, którego przeczytanie gorąco polecam (mimo upałów).

A prywatnie…

Byłam w Jarocinie. Głównie po to, aby ponownie zobaczyć „Pidżame Porno” – zespół przy, którym poznałam się z Mężulem – Kubulem, przy którym tańczyłam mój pierwszy weselny taniec i tak sobie myślę, że „PP” rządzi – mimo upływu czasu.

A teraz „Mag” Johna Fowlesa – za co dziękuję Ren (Tamaryszkowi).

21:56, the_book
Link Komentarze (7) »
piątek, 16 lipca 2010
Kultura nie chroni nas prze niczym!

 

„Księgarz z Kabulu” i „Wytropić Eichmanna” to dwie książki, które z pozoru nic nie łączy. Totalnie inna tematyka, totalnie inny czas wydarzeń. Jednak, gdyby umieścić te dwie książki w kontekście kultury, którą człowiek sam kreuje, bardziej precyzyjniej: system wartości w postaci praw i obowiązków, które człowiek będąc uczestnikiem kultury stara się tworzyć, książki te okazują się mieć ze sobą wiele wspólnego. Ale od początku:

„Księgarz z Kabulu” Asne Seierstad – to lektura po którą sięgnęłam skuszona popularnością książki oraz pewnym artykułem w „Dużym formacie” opisującym historie księgarza kilka lat po opuszczenia Kabulu przez norweską dziennikarkę. Chciałam więc przeczytać tę jakże głośną książkę, tym bardziej, że słyszałam tak wiele skrajnych opinii na jej temat – od „rewelacyjna” po „schematyczna”. Przeczytałam więc „Księgarza…” i ...nic. Rozpoczęłam poszukiwania recenzji innych osób. Zauważyłam, że są dwie główne tendencje opisywania tekstu:

1) rewelacyjna, drugi Kapuściński, biedne kobiety w tym Afganistanie

2) kiepska, Seierstad to etnocenrtyczka, autorka nie ma pojęcia czym piszę.

Moja opinia balansuję pomiędzy punktem pierwszym a drugim. Ponieważ z Seierstad żaden Kapuściński – prócz chwalonego dystansu autorki do opisywanych wydarzeń – brak w jej prozie głębi pana Ryszarda, brak próby zrozumienia „Innego”, język którym posługiwała się autorka w zdobywaniu informacji to angielski nie dari co zapewne utrudniło zagłębienie się w świecie rodziny księgarza. Natomiast cenię tę książkę za to, że pokazała w bardzo prostu sposób cierpienie człowieka (nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, którzy jak się okazuje, w Kabulu również nie mają za kolorowo), który jest niewolnikiem kultury w której żyję. Kultury, która stwarzana przez człowieka, określa takie podstawowe wartości jak dobro i zło. Zapominając, że źródło tych fundamentalnych racji jest poza wolą i działaniem człowieka. Racji, które są tak naturalnym stanem rzeczy, że człowiek nie jest w stanie unieważnić ich dekretami, doktrynami, normami etc. (najbardziej jaskrawy przykład: III Rzesza rozkazy dotyczące ludobójstwa – niezgoda poszczególnych członków społeczeństwa niemieckiego na te zarządzenia, określała ich jako wrogów państwa! Działali oni zatem poza kulturą!). Kultura,  (co doskonale widać w „Księgarzu  Kabulu”) ma dwa oblicza – wspaniała literatura, sztuka etc., której reprezentantem jest Sułtan Chan oraz okrutne normy i nakazy, których reprezentantem jest… Sułtan Chan. Kultura wyzwala, ale też zniewala nieuważnego jej uczestnika. Burki (jak najszerszym znaczeniu) -  to również wynik kultury – to jasne – ale trwanie przy nich mimo cierpienia człowieka – to manipulacja wartościami. Babki bohaterek książki ich nie nosiły - jest to dość nowa, stuletnia tradycja, która nie tylko zniewoliła kobiety, ale pośrednio również mężczyzn. Tak Kabul pogrążył się w talibskich ciemnościach.

Woli ścisłości, kilka słów o treści książki: norweska dziennikarka Asne Seierstad przyjeżdża do Afganistanu  po obaleniu tam rządów Talibów (po roku 2001) i przez kilka miesięcy mieszka z rodziną znanego księgarza z Kabulu obserwując ich relacje, życie codzienne etc. Potem opisuję wszystko w książce w/w.

Moja ocena: 4/6

 

„Wytropić Eichmanna. Pościg za największym zbrodniarzem świata.” Neal Bascomb – książka ta bardzo dobra, opowiada historię pościgu Mosadu za Adolfem Eichamnnem. Historia znana większości osób, w książce amerykańskiego pisarza, przedstawiona w bardzo ciekawy – sensacyjny sposób przez co czyta się ją wyśmienicie. Opatrzona została również wieloma przypisami i odnośnikami co niewątpliwie świadczy o jej dużej wartości merytorycznej.  W tym tekście najbardziej uderzający był fakt, którego istnienie uświadomiłam sobie dopiero podczas czytania tej książki, że każdy praktycznie Izraelczyk stracił kogoś w Holocauście, albo jako jedyny się z niego uratował. Strasznie pokaleczony naród, którego determinacja w poszukiwaniu Eichamnna wydaję się w pełni uzasadniona i którego proces rozpoczął nową epokę w myśleniu o Shoah. Prace m.in. H. Arendt, Z. Baumana, H. Grynberga stanowią krok milowy w zrozumieniu zjawiska jakim była Zagłada i którą właśnie Zygmunt Bauman określił jednoznacznie jako owoc naszej kultury – społeczeństwa nowoczesnego. Uzasadnionego prawnie i moralnie(!). Jak to powiedział, bodajże jeden z bohaterów „Życia i los” Grossmana, „gdyby wojnę wygrali Niemcy to ofiary poniesione przez wrogów III Rzeszy wpisane by zostały na rzecz walki o kulturę, podobnie jak to miało miejsce w starożytnej Gracji”.

Z kulturą należy obchodzić się ostrożnie (czy to w wydaniu naszym polskim, czy działań amerykańskich etc.) a książkę „Wytropić Eichanna” trzeba przeczytać, aby jeszcze lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość tą przeszłą i teraźniejszą.

Moja ocena: 5,5/6

***

A teraz na Jarocin... :) Nieśmiertelna Pidżama Porno!

12:07, the_book
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 lipca 2010
Łańcuszek, upał i lodowe kaczuszki

 

Przeglądając historię moich wpisów, nie zdarzyło mi się (chyba) umieścić postu, który nie zawierałby recenzji książki. Nadszedł jednakże czas, aby uczynić wyjątek i zmienić ten stan rzeczy. Bowiem jest tak cholernie gorąco, że mojej całe jestestwo mówi stanowcze „nie” jeśli chodzi o jakikolwiek wysiłek (fizyczny, intelektualny – a czy jest jeszcze jakiś inny rodzaj wysiłku?!) i jedyne co jestem w stanie z siebie wykrzesać to niezobowiązujące odpowiedzi na kilka (wakacyjnych) pytań. Recenzje „Księgarza z Kabulu” i „Wytropić Eichamnna” postrada się napisać jutro – „aby ino sił starczyło i motywacji”. Może jest to też dobry czas, żeby mój blog był nie tylko literacki, ale również życiowo-literacki? No się zobaczy. Taki mały ze mnie konserwatysta formy. Albo formy konserwator. Ehhh ten upał. A na razie popijam wodę z lodem w kształcie kaczuszek i oczekuje na burzę. Niech nadchodzi! Kurka!

***

Otrzymałam od Nutty (Niecodziennik literacki) zaproszenie do wakacyjnego łańcuszka za które bardzo dziękuję. A  oto moje odpowiedzi:

1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą.

Rosja - Oczywiście po lekturach Kapuścińskiego i Badera.

Ale też Gdańsk – po lekturach Chwina i Huellego

No i oczywiście Wrocław – śladami Eberhard Mocka!

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania latem?

Czytam wszędzie, nie mam miejsc ulubionych. Lato poszerza tylko zakres moich możliwości np. o kocyk w cieniu wiszącej skały


3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.

Poleciłabym książkę grubą. Grubaśną, bo sama zawsze takie wybieram (to jest jedyne kryterium, którym się kieruję latem). W tamtym roku w wakacje czytałam Littella „Łaskawe”. I tę ksiązkę gorąco polecam. Oczywiście w parze z tekstem Grossmana „Życie i los”. Takie dwa mądre grubasy.

4. Jaka jest Twoja najnowsza wakacyjna lektura? Co zaczęłaś czytać?

Tu mam problem, gdyż zaczęłam właśnie czytać „Sercątko” Herty Müller, ale chyba zamienię tę ksiązkę na „Stulecie chirurgów”, albo „Autobiografię” Borgesa. Się zobaczy!

Za dalszej gry zapraszam: Matylde_abMrsantares oraz Owarinaiyume

Burza nadeszła! YEAH! A kaczuszki się roztopiły. Czas zatem kończyć.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli