Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
niedziela, 28 lutego 2010
Sebold Alice "Nostalgia Anioła"

"Nostalgia anioła"…czytana gdzieś pomiędzy K.I. Gałczyńskim a  W. Grossmanem (!).

Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że po książkę Sebold sięgnę…

phiiiii - pomyślałam czytadło…

A było to tak…

Pewnego dnia poszłam do kina na „Autora widmo” Polańskiego i była zapowiedź właśnie zekranizowanej powieści „Nostalgia Anioła", tak mi się spodobała, że postanowiłam zajrzeć do książki, która okazała się pozycją całkiem znośną…no dobra super, ekstra czytadłem, które pochłonęłam w ciągu 5 godzin.

Pomysł autorki rewelacyjny, język całkiem znośny…zakończenie iście amerykańskie.

W skrócie: książka opowiada historie czternastoletniej dziewczynki Susie Salmon, która została brutalnie zgwałcona i zabita przez swojego sąsiada. Po tym okrutnym zdarzeniu, bohaterka trafia do nieba, z którego obserwuje członków swojej rodziny – ich zmagania ze śmiercią kogoś bliskiego, próbami odnalezienia sprawcy zbrodni. Pragnie się z nimi skontaktować, przekazać im wiadomość, kto dopuścił się tak niebywałego okrucieństwa. Próby kontaktu kończą się jednak niepowodzeniem. Ale jest jedna osoba, która może pomóc naszej bohaterce… Tyle treści, nie chcę zdradzić zbyt wiele szczegółów.

Być może kategoryzując książkę jako „totalne czytadło, po które nigdy, ale to nigdy nie sięgnę” mógł mieć wpływ polski tytuł, w wersji angielskiej brzmi on „THE LOVELY BONES” – wydaje się być bardziej trafny.

Polecam.

P.S. Wiele obowiązków= mało czasu na czytanie.

Byle do końca pracy o Gałczyńskim i Littellu.

Byle do końca studiów tj. 4 miesiące

Ach… byle do wiosny.

 

 

18:02, the_book
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010
Tokarczuk Olga "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

 

I znów przerwa w czytaniu Grossmana! Jeszcze trochę a uznam „Życie i los” za książkę nie przerwaną, ale opuszczoną na zawsze. Ale cóż ja miałam zrobić, biedny i podatny na sugestie Czytelnik, skoro Iwonka (nasza najwierniejsza i najlepsza Czytelniczka) wpadła do Biblioteki pełna entuzjazmu i rzekła: „ Dziewczyny - nowa Tokarczukowa jest świetna – wiedziałam to już po pierwszym zdaniu, które brzmi:

Jestem już w takim wieku i na dodatek w takim stanie, że przed snem zawsze powinnam porządnie umyć nogi, na wypadek gdyby mnie w Nocy miało zabrać pogotowie.

 - koniecznie musicie to przeczytać!”  Zaraz zrobiła się, więc „lista kolejkowa” na tą nową „Tokarczukową” i ja miałam to szczęście być na szczycie ów listy.

    „Prowadź swój pług przez kości umarłych” jest książką, która fascynuje. Już sam tytuł jest rewelacyjny. Stawiam go obok moich dwóch ulubionych tytułów, t.j. Jeśli zimowa nocą podróżny oraz Zarys dziejów traktora po ukraińsku. Jeśli wierząc wyjaśnieniu głównej bohaterki, tytuł jest cytatem z Williama Blake’a, który zresztą często jest cytowany na stronnicach ksiązki Tokarczuk, dzięki Dyziowi, który amatorsko zajmuję się tłumaczeniem jego poezji. Główną bohaterką ksiązki jest Janina Duszejko – emerytowana nauczycielka, obrończyni zwierząt, astrolog. Jednym słowem postać barwna i niezwykła. Bohaterka mieszka samotnie „gdzieś” w Kotlinie Kłodzkiej, zajmując się na co dzień doglądaniem domów osób, które pomieszkuję w urokliwej okolicy tylko w okresie letnim… Jej życie jest w pełni ustabilizowana i przewidywalne,  zgodne z rytmem przyrody…, aż do momentu, gdy zdarza się coś niespodziewanego …ginie jej sąsiad, kłusownik -  „Wielka Stopa”, dławiąc się kością zabitej sarny. Potem następują kolejne,  tajemnicze morderstwa, która dla Janiny są dowodem na to, że zwierzęta mszczą się za poniesione krzywdy. Nikt oczywiście nie słucha „szalonej, starzej pani…” 

To tyle jeśli chodzi o treść. Boje się wyjawić więcej ze względu na wątek kryminalny, który jest kołem napędowym książki i sprawia, że „Prowadź swój pług przez kości umarłych” czyta się jednym tchem.

Książka Olgi Tokarczuk jest pozycją bardzo dobrą, która skrzy się humorem. Polecam wszystkim fanom i nie-fanom autorki, gdyż „Prowadź swój pług…” to dzieło, które całkiem różni się od tego co do tej pory napisała O. Tokarczuk.

Polecam, polecam, polecam!

Na zakończenie dwa cytaty:

„Najpierw Wielka Stopa, potem Komendant, teraz Wnętrzak…- westchnął Piękny Mężczyzna. – Człowiek boi się wychodzić z domu. Ja po zmroku każe wszystko poza domem załatwiać kobicie.”

„Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.”

  1. P.S. Dziękuję Iwonie, że poleciła (i pożyczyła) mi książkę Tokarczuk.
  2. P.S. Wszystkie cytaty pochodzą z „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.
16:36, the_book
Link Komentarze (4) »
sobota, 06 lutego 2010
Chwin Stefan "Hanemann"



Książka Chwina była lekturą nieplanowaną. Wpadła mi przypadkowo w ręce podczas przeprowadzki i ponownie zaistniała w mojej świadomości jako rzecz „koniecznie do przeczytania”. Przeczytałam, więc „Hannemana” w przerwie lektury „Życie i los” W. Grossmana. Bardzo rzadko zdarza mi się czytać dwie książki jednocześnie, ale dzieło Grossmana tego wymagało. Wymagało przerwy i wytchnienia, kolejnego głębokiego oddechu, refleksji…ale więcej o tej książce po pełnej lekturze.

Powracając jednakże do Chwina – „Hanemann” - jest to historią lekarza niemieckiego, który rezygnuje z ewakuacji z Wolnego Miasta Gdańsk w 1945 roku i pozostaje w Polsce. Przyczyną takiego postępowania jest prawdopodobnie śmierć narzeczonej doktora.  Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Niemcy opuszczają swoje mieszkania i próbują dostać się na kolejne statki, które mają zabrać ich poza teren działań wojennych, w głąb kraju. Czytelnik obserwuje dramat rodzin niemieckich, które muszą w pośpiechu opuszczać swoje domy, pozostawić swój dorobek życia -  przedmioty… Tak przedmioty, bo to one, obok Gdańska są głównymi bohaterami ksiązki. Rzeczy i ich wieczne trwanie, niezależne od osób, które je używają. Trwałość i siła Gdańska kontrastuje z przemijalnością i kruchością życia ludzkiego.

Książka Chwina jest niezwykle precyzyjną  i przemyślaną konstrukcją -  której roboczy tytuł mógłby brzmieć „życie i los”, tak, tak – jak u Grossmana – „życie” to ciągła walka człowieka o normalność stabilizacje, równowagę – to świadomość i wybór. „Los” to przedmioty, ich trwanie (co z tego, że długie!)w tle.

„Hanemann” to książka wielowątkowa – porusza kwestie koegzystencji polsko-niemieckiej po epoce nazizmu, mówi o próbie odnalezienia się w nowej komunistycznej rzeczywistości, szeroko poruszany wątek samobójczy… ostatecznie  mówi też o miłości.

Powieść Chwina jest książką wybitną i bardzo dobrze napisaną. Niezwykłe jest optymistyczne zakończenie powieści, rzadkie w przypadku tak trudnej tematyki. Wygrywa bowiem człowiek – „życie”.

Rozpisanie (rozpasanie) nie ma końca, ale jeszcze kilka słów … Polecam również w kontekście niełatwych, powojennych relacji polsko-niemieckich, bardzo dobrą książkę „Dom Małgorzaty” Ewy Kujawskiej.

Mimo trudu czytelniczego bardzo cieszy mnie lektura „Życia i losu” W. Grosmanna – (mam nadzieje, że moje wnioski nie są zbyt wczesne) bo tam również wygrywa człowiek. A więc Panie Littell – autorze „Łaskawych” – wypchaj się pan w swoim „LOSEM” I „PRZYPADKIEM” – zwycięża człowiek i do kitu z tautologią!

 

 

1. P.S. Moja końcowa uwaga do dzieła Jonathana Littella „Łaskawe” była spowodowana faktem, iż jestem w trakcie pisania obszernej pracy o tej właśnie książce.

2. P.S. Konieczne do przeczytania: S. Chwin Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni

22:01, the_book
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli