Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
środa, 28 lipca 2010
" Co z nami będzie, kiedy przestaniemy czytać książki?". Rock'n'roll, Baby!

"Co z nami będzie, kiedy przestaniemy czytać książki? Zgroza. [...] Pocieszam się, że zawsze jednak będzie jakaś reszta, pielęgnująca kulturę fotela i lampy, nałogowców, "czytomanów", którzy nie powiększą grona leniwców igrających z przyciskami pilota... . [...] Nieco irracjonalna potrzeba (tak, potrzeba!) gromadzenia książek należy do sposobu bycia, do egzystencjalnych nawyków rodziny, środowiska, w którym się wyrasta lub żyję. Tylko...gdzie te zbiory trzymać? Pamiętam mieszkanie Turowiczów zawalone książkami, sam od dawna staję wobec koniecznosci znacznego zredukowania mojej biblioteczki... Ten, kto dokonał w życiu takiej operacji, zrozumie, dlaczego wciąż nie mogę się do nieuchronnej selekcji (oddać/zatrzymać) zabrać" ks. Adam Boniecki

"Tygodnik Powszechny" 31/2010.

Często sięgam po "TP" ze względu na rewelacyjny i niepowtarzalny (najlepszy!) dodatek literacki, który aktualnie ukazuję się raz na miesiąc z gazetą. Te właśnie numery, kupuję w tradycyjnej formie papierowej, którą zasadniczo cenie bardziej niż wersje elektroniczną. Pozostała numery (bez dodatku) stara się "doczytywać" online. Jednakże są wyjątki od tej reguły - takim wyjątkiem jest między innymi najnowszy numer "Tygodnika..." poświęcony czytelnictwu w naszym kraju. Czytelnictwu, które jest naprawdę fatalnym stanie - 37% Polaków (tylko!) czyta - dla porównania 60% mieszkańców krajów skandynawskich. Sytuacja w kraju jest fatalna (dla mnie pożeracza książek niewyobrażalna) i jak podkreśla  Jadwiga Kołodziejska - autorka jednego z trzech artykułów poświęconych temu zagadnieniu - jest to wynik m.in. fatalnej w skutkach polityki (anty)kulturalnej naszego rządu. Bowiem, gdy w Sejmie Bogdan Zdrojewski prezentował projekt reform związanych m.in. z czytelnictwem i bibliotekami sala obrad była prawie pusta. Natomiast, gdy w Norwegii spadł poziom czytelnictwa w przeciągu roku wprowadzono ustawę, która mówiła, że żaden czytelnik nie może mieć dalej do biblioteki niż 2 kilometry...

A teraz oficjalnie i pompatycznie - w ramach czytelniczego protestu zamieszczam moje  akcesoria książkowe i jako młody bibliotekarz będę w moich uczniach krzewić miłość do książek! O tak! Wszystkimi znanymi mi sposobami - nawet jeśli wymagałoby to ode mnie przekupstwa słodyczowego petentów.

Oto gadżety:

zakładki i...


...książki.

 

Tyle jeśli chodzi o czytelnictwo. Może jeszcze tylko dodam, że strasznie się z "Magiem" męczę..., ale o tym później.

W piątek ruszamy na Przystanek Woodstock. Zresztą jak co roku. Należy więc trzymać kciuki za dobrą pogodę (wymagania: 25C, bez deszczu, leciuśienkie słoneczko) i dobrej zabawy życzyć. YEAH!





18:02, the_book
Link Komentarze (19) »
środa, 21 lipca 2010
Seks i Pidżama, Dostojewski oraz Borges (na dodatek!), czyli jak zwykle rzecz o książkach.


Ponieważ mam wakacje i czas płynie bosko pomalutku, wręcz smakowicie – próbuję różnych lektur i  tekstów. Ostatnio nawinęła mi się książka przyjemna, aczkolwiek nie wnosząca nic nowego do mego czytelniczego życia, mowa tu o utworze Mary Roach „Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”. Rzecz świetnie napisana, ciekawa, która sprawia czytelniczą przyjemność w chwili, gdy ma się ją w ręku. Jeśli więc w ogóle może być mowa o książkach na lato to właśnie „Bzyk” taką książką jest. Zadziwiające w tej lekturze jest również determinacja samej autorki, która gna ją niezłomnie do poznania prawdy. Pasja z jaką Mary Roach podchodzi do badanego tematu zdumiewa i zachwyca. Rewelacyjne jest również poczucie humory i dystansu amerykańskiej pisarki, dzięki któremu, myślę, miała szansę uczestniczyć w różnych ekstremalnych sytuacjach (jak na przykład w dość brutalnym umieszczaniu silikonowej protezy w męskim członku) związanych z seksem, orgazmem i całą (przyjemną) resztą. Chętnie więc sięgnę po drugą książkę autorki „Sztywniak”, która zresztą zalega na mojej półce, gdyż lato to czas zabawy a książki Roach doskonałą rozrywką są!

Moja ocena: 4.5/6


Zdarzyła mi się również w tym czasie letnim – rozciągłym jak krówka mordoklejka -przeczytać rzecz znacznie odmienną od prezentowanej tu pozycji numer 1 mianowicie „Autobiografie” Borgesa. To niewielki dziełko, którego przeczytanie zajmuję zaledwie czas w jakim wypija się jeden kubek popołudniowej kawy jest książką znacznie różniącą się od wszystkiego co miałam szanse tego autora przeczytać. Napisana, trafniej opowiedziana (gdyż niewidomy Borges w tym czasie już dyktował swoje teksty innym) autobiografia to niezwykła historia człowieka, który wielbił i czcił książki do tego stopnia, że to one były punktami na osi czasu wyznaczającymi kolejne etapy jego życia. Ten pisarz żył książką, w książkach, z książkami, będąc przy tym człowiekiem o niezwykłej skromności i poczuciu humoru. Niechaj za przykład posłuży nam następujące zdanie:

Przypomina mi to radę Marka Twaina, który dowodził, że można stworzyć wspaniałą bibliotekę, pozbywając się twórczości Jane Austen, i nawet jeśli w tej bibliotece nie zostałoby więcej książek, nadal byłaby wspaniałą biblioteką, brakowałoby bowiem utworów Jane Austen” (Jorze Luis Borges, Autobiografia, Warszawa 2002, s. 48.)

A wieńczące zdanie: książka ta jest niezwykła! Och tak!

Moja ocena: 6/6

No i czas na obiecanego w tytule Dostojewskiego. Warto sięgnąć po najnowszy numer „Tygodnika Powszechnego”, gdyż znaleźć tam można dodatek „Magazyn Literacki” zatytułowany „Dostojewski reaktywacja, którego przeczytanie gorąco polecam (mimo upałów).

A prywatnie…

Byłam w Jarocinie. Głównie po to, aby ponownie zobaczyć „Pidżame Porno” – zespół przy, którym poznałam się z Mężulem – Kubulem, przy którym tańczyłam mój pierwszy weselny taniec i tak sobie myślę, że „PP” rządzi – mimo upływu czasu.

A teraz „Mag” Johna Fowlesa – za co dziękuję Ren (Tamaryszkowi).

21:56, the_book
Link Komentarze (7) »
piątek, 16 lipca 2010
Kultura nie chroni nas prze niczym!

 

„Księgarz z Kabulu” i „Wytropić Eichmanna” to dwie książki, które z pozoru nic nie łączy. Totalnie inna tematyka, totalnie inny czas wydarzeń. Jednak, gdyby umieścić te dwie książki w kontekście kultury, którą człowiek sam kreuje, bardziej precyzyjniej: system wartości w postaci praw i obowiązków, które człowiek będąc uczestnikiem kultury stara się tworzyć, książki te okazują się mieć ze sobą wiele wspólnego. Ale od początku:

„Księgarz z Kabulu” Asne Seierstad – to lektura po którą sięgnęłam skuszona popularnością książki oraz pewnym artykułem w „Dużym formacie” opisującym historie księgarza kilka lat po opuszczenia Kabulu przez norweską dziennikarkę. Chciałam więc przeczytać tę jakże głośną książkę, tym bardziej, że słyszałam tak wiele skrajnych opinii na jej temat – od „rewelacyjna” po „schematyczna”. Przeczytałam więc „Księgarza…” i ...nic. Rozpoczęłam poszukiwania recenzji innych osób. Zauważyłam, że są dwie główne tendencje opisywania tekstu:

1) rewelacyjna, drugi Kapuściński, biedne kobiety w tym Afganistanie

2) kiepska, Seierstad to etnocenrtyczka, autorka nie ma pojęcia czym piszę.

Moja opinia balansuję pomiędzy punktem pierwszym a drugim. Ponieważ z Seierstad żaden Kapuściński – prócz chwalonego dystansu autorki do opisywanych wydarzeń – brak w jej prozie głębi pana Ryszarda, brak próby zrozumienia „Innego”, język którym posługiwała się autorka w zdobywaniu informacji to angielski nie dari co zapewne utrudniło zagłębienie się w świecie rodziny księgarza. Natomiast cenię tę książkę za to, że pokazała w bardzo prostu sposób cierpienie człowieka (nie tylko kobiet, ale i mężczyzn, którzy jak się okazuje, w Kabulu również nie mają za kolorowo), który jest niewolnikiem kultury w której żyję. Kultury, która stwarzana przez człowieka, określa takie podstawowe wartości jak dobro i zło. Zapominając, że źródło tych fundamentalnych racji jest poza wolą i działaniem człowieka. Racji, które są tak naturalnym stanem rzeczy, że człowiek nie jest w stanie unieważnić ich dekretami, doktrynami, normami etc. (najbardziej jaskrawy przykład: III Rzesza rozkazy dotyczące ludobójstwa – niezgoda poszczególnych członków społeczeństwa niemieckiego na te zarządzenia, określała ich jako wrogów państwa! Działali oni zatem poza kulturą!). Kultura,  (co doskonale widać w „Księgarzu  Kabulu”) ma dwa oblicza – wspaniała literatura, sztuka etc., której reprezentantem jest Sułtan Chan oraz okrutne normy i nakazy, których reprezentantem jest… Sułtan Chan. Kultura wyzwala, ale też zniewala nieuważnego jej uczestnika. Burki (jak najszerszym znaczeniu) -  to również wynik kultury – to jasne – ale trwanie przy nich mimo cierpienia człowieka – to manipulacja wartościami. Babki bohaterek książki ich nie nosiły - jest to dość nowa, stuletnia tradycja, która nie tylko zniewoliła kobiety, ale pośrednio również mężczyzn. Tak Kabul pogrążył się w talibskich ciemnościach.

Woli ścisłości, kilka słów o treści książki: norweska dziennikarka Asne Seierstad przyjeżdża do Afganistanu  po obaleniu tam rządów Talibów (po roku 2001) i przez kilka miesięcy mieszka z rodziną znanego księgarza z Kabulu obserwując ich relacje, życie codzienne etc. Potem opisuję wszystko w książce w/w.

Moja ocena: 4/6

 

„Wytropić Eichmanna. Pościg za największym zbrodniarzem świata.” Neal Bascomb – książka ta bardzo dobra, opowiada historię pościgu Mosadu za Adolfem Eichamnnem. Historia znana większości osób, w książce amerykańskiego pisarza, przedstawiona w bardzo ciekawy – sensacyjny sposób przez co czyta się ją wyśmienicie. Opatrzona została również wieloma przypisami i odnośnikami co niewątpliwie świadczy o jej dużej wartości merytorycznej.  W tym tekście najbardziej uderzający był fakt, którego istnienie uświadomiłam sobie dopiero podczas czytania tej książki, że każdy praktycznie Izraelczyk stracił kogoś w Holocauście, albo jako jedyny się z niego uratował. Strasznie pokaleczony naród, którego determinacja w poszukiwaniu Eichamnna wydaję się w pełni uzasadniona i którego proces rozpoczął nową epokę w myśleniu o Shoah. Prace m.in. H. Arendt, Z. Baumana, H. Grynberga stanowią krok milowy w zrozumieniu zjawiska jakim była Zagłada i którą właśnie Zygmunt Bauman określił jednoznacznie jako owoc naszej kultury – społeczeństwa nowoczesnego. Uzasadnionego prawnie i moralnie(!). Jak to powiedział, bodajże jeden z bohaterów „Życia i los” Grossmana, „gdyby wojnę wygrali Niemcy to ofiary poniesione przez wrogów III Rzeszy wpisane by zostały na rzecz walki o kulturę, podobnie jak to miało miejsce w starożytnej Gracji”.

Z kulturą należy obchodzić się ostrożnie (czy to w wydaniu naszym polskim, czy działań amerykańskich etc.) a książkę „Wytropić Eichanna” trzeba przeczytać, aby jeszcze lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość tą przeszłą i teraźniejszą.

Moja ocena: 5,5/6

***

A teraz na Jarocin... :) Nieśmiertelna Pidżama Porno!

12:07, the_book
Link Komentarze (2) »
wtorek, 13 lipca 2010
Łańcuszek, upał i lodowe kaczuszki

 

Przeglądając historię moich wpisów, nie zdarzyło mi się (chyba) umieścić postu, który nie zawierałby recenzji książki. Nadszedł jednakże czas, aby uczynić wyjątek i zmienić ten stan rzeczy. Bowiem jest tak cholernie gorąco, że mojej całe jestestwo mówi stanowcze „nie” jeśli chodzi o jakikolwiek wysiłek (fizyczny, intelektualny – a czy jest jeszcze jakiś inny rodzaj wysiłku?!) i jedyne co jestem w stanie z siebie wykrzesać to niezobowiązujące odpowiedzi na kilka (wakacyjnych) pytań. Recenzje „Księgarza z Kabulu” i „Wytropić Eichamnna” postrada się napisać jutro – „aby ino sił starczyło i motywacji”. Może jest to też dobry czas, żeby mój blog był nie tylko literacki, ale również życiowo-literacki? No się zobaczy. Taki mały ze mnie konserwatysta formy. Albo formy konserwator. Ehhh ten upał. A na razie popijam wodę z lodem w kształcie kaczuszek i oczekuje na burzę. Niech nadchodzi! Kurka!

***

Otrzymałam od Nutty (Niecodziennik literacki) zaproszenie do wakacyjnego łańcuszka za które bardzo dziękuję. A  oto moje odpowiedzi:

1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą.

Rosja - Oczywiście po lekturach Kapuścińskiego i Badera.

Ale też Gdańsk – po lekturach Chwina i Huellego

No i oczywiście Wrocław – śladami Eberhard Mocka!

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania latem?

Czytam wszędzie, nie mam miejsc ulubionych. Lato poszerza tylko zakres moich możliwości np. o kocyk w cieniu wiszącej skały


3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.

Poleciłabym książkę grubą. Grubaśną, bo sama zawsze takie wybieram (to jest jedyne kryterium, którym się kieruję latem). W tamtym roku w wakacje czytałam Littella „Łaskawe”. I tę ksiązkę gorąco polecam. Oczywiście w parze z tekstem Grossmana „Życie i los”. Takie dwa mądre grubasy.

4. Jaka jest Twoja najnowsza wakacyjna lektura? Co zaczęłaś czytać?

Tu mam problem, gdyż zaczęłam właśnie czytać „Sercątko” Herty Müller, ale chyba zamienię tę ksiązkę na „Stulecie chirurgów”, albo „Autobiografię” Borgesa. Się zobaczy!

Za dalszej gry zapraszam: Matylde_abMrsantares oraz Owarinaiyume

Burza nadeszła! YEAH! A kaczuszki się roztopiły. Czas zatem kończyć.


środa, 07 lipca 2010
„Piaskowa góra” Joanna Bator

 

 

Ależ ja tę książkę pokochałam! A zaznaczyć należy, że początki tej miłości nie były łatwe, gdyż było to moje podejście numer dwa do tekstu Joanny Bator, przeczytanego ostatecznie dzięki Iwonce, która nie dawała za wygraną i gorąco namawiała mnie  do przebrnięcia przez 443 strony wałbrzyskiej opowieści. Za co Iwonce stokrotne dzięki!

Zachwyt numer 1: język, język, język! Joanna Bator pisze rewelacyjnie, tworzy własny, misternie skonstruowany słów-wszechświat,  który wciąga i pochłania potencjalnego czytelnika.

Zachwyt numer 2: opowieść, historia, treść! W tej książce zawarta jest cała współczesna historia naszego kraju. Czego tam nie ma: II Wojna Światowa, siermiężne lata komunizmu, przełom po ’89 roku, a to wszystko osnute wokół historii jednej rodziny (Stefan, Jadwiga, Dominika Chmura) uwikłanej w dramatyczne losy Polski. Lekkość i płynność opowieści wpisany w tak szeroki kontekst fabularny powala na kolana i zaskakuje. Fascynujące było dla mnie ponowne odkrywanie komunizmu, istniejącego do tej pory w mojej świadomości jako purytańskiego i bardzo zachowawczego seksualnie. Pożądanie i namiętność jak się okazuję nie było obce "towarzyszowi” i "towarzyszce” a bohaterowie „Piaskowej góry” są na to wystarczającym dowodem.

Zachwyt numer 3: bohaterowie! Konstrukcja postaci to majstersztyk literacki. Jak na przykład Dominika i Jadwiga, córka i matka, dwie całkowicie różne kobiet, które istnieją w dwóch odmiennych przestrzeniach, stając się sobie, z upływem lat, całkowicie obce. Granica zrozumienia kończy się tam, gdzie zaczyna się język, który jest demiurgiem tworzącym postać, wyznacza jej miejsce a nie odwrotnie. Powieść ta należy do kobiet – wyrazistych i silnych. Mężczyzna to dodatek do codzienności kobiecych zmagań.

Zachwyt numer 4 (ostatni): dobre bo polskie. Cieszę się, że książkę tę napisała kobieta (tu chylę czoła i kajam się, że propagowałam w ostatnich wpisach twórczość płci przeciwnej) i że ta kobieta jest Polką.

 

Moja ocena: 6/6

Mam ostatnio dużo szczęścia jeśli chodzi o czytane lektury – trafiają mi się same smaczki. Dobra passo trwaj!

Zmieniłam (co pewnie da się szybko zauważyć :) ) wygląd mojego blogu – zamierzałam się do tego przedsięwzięcia z jakieś dwa miesiące. Troszkę mnie to kosztowało (nerwów :) ) – ale wakacje no to kurka musi być jasno!

19:11, the_book
Link Komentarze (13) »
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli