Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
środa, 07 lipca 2010
„Piaskowa góra” Joanna Bator

 

 

Ależ ja tę książkę pokochałam! A zaznaczyć należy, że początki tej miłości nie były łatwe, gdyż było to moje podejście numer dwa do tekstu Joanny Bator, przeczytanego ostatecznie dzięki Iwonce, która nie dawała za wygraną i gorąco namawiała mnie  do przebrnięcia przez 443 strony wałbrzyskiej opowieści. Za co Iwonce stokrotne dzięki!

Zachwyt numer 1: język, język, język! Joanna Bator pisze rewelacyjnie, tworzy własny, misternie skonstruowany słów-wszechświat,  który wciąga i pochłania potencjalnego czytelnika.

Zachwyt numer 2: opowieść, historia, treść! W tej książce zawarta jest cała współczesna historia naszego kraju. Czego tam nie ma: II Wojna Światowa, siermiężne lata komunizmu, przełom po ’89 roku, a to wszystko osnute wokół historii jednej rodziny (Stefan, Jadwiga, Dominika Chmura) uwikłanej w dramatyczne losy Polski. Lekkość i płynność opowieści wpisany w tak szeroki kontekst fabularny powala na kolana i zaskakuje. Fascynujące było dla mnie ponowne odkrywanie komunizmu, istniejącego do tej pory w mojej świadomości jako purytańskiego i bardzo zachowawczego seksualnie. Pożądanie i namiętność jak się okazuję nie było obce "towarzyszowi” i "towarzyszce” a bohaterowie „Piaskowej góry” są na to wystarczającym dowodem.

Zachwyt numer 3: bohaterowie! Konstrukcja postaci to majstersztyk literacki. Jak na przykład Dominika i Jadwiga, córka i matka, dwie całkowicie różne kobiet, które istnieją w dwóch odmiennych przestrzeniach, stając się sobie, z upływem lat, całkowicie obce. Granica zrozumienia kończy się tam, gdzie zaczyna się język, który jest demiurgiem tworzącym postać, wyznacza jej miejsce a nie odwrotnie. Powieść ta należy do kobiet – wyrazistych i silnych. Mężczyzna to dodatek do codzienności kobiecych zmagań.

Zachwyt numer 4 (ostatni): dobre bo polskie. Cieszę się, że książkę tę napisała kobieta (tu chylę czoła i kajam się, że propagowałam w ostatnich wpisach twórczość płci przeciwnej) i że ta kobieta jest Polką.

 

Moja ocena: 6/6

Mam ostatnio dużo szczęścia jeśli chodzi o czytane lektury – trafiają mi się same smaczki. Dobra passo trwaj!

Zmieniłam (co pewnie da się szybko zauważyć :) ) wygląd mojego blogu – zamierzałam się do tego przedsięwzięcia z jakieś dwa miesiące. Troszkę mnie to kosztowało (nerwów :) ) – ale wakacje no to kurka musi być jasno!

19:11, the_book
Link Komentarze (13) »
środa, 30 czerwca 2010
"Wiedza jest jak spirytus, tylko tęgiej głowie służy..."

 

Nadeszły wakacje a wraz z nimi moje małe czytelnicze wyzwania. Wyzwania, które mają mi przybliżyć literaturę do tej pory omijana przeze mnie szerokim łukiem, gdyż jak już pewnie po wielokroć wspominałem, chciałabym wiedzieć co moje dzieciaki szkolne czytają i jakie książki mogłabym im ewentualnie polecać. Rozpoczęłam więc moją przygodę z najnowszymi wydawnictwami z działu fantastyki. Dla mnie totalna terra incognita. Pierwszym, który pojawił się na tapecie był niedoceniany przeze mnie Andrzej Pilipiuk. Nigdy pewnie nie sięgnęłabym po książki tego pana, gdyż zajmując miejsce w dziale s-f z góry spisałam go na (moje czytelnicze) straty. Ale robota to robota, więc wypożyczyłam „Zagadkę Kuby Rozpruwacza”. I kurka nie żałuję! Bowiem książka okazała się tekstem dobrym, inteligentnym i naprawdę zabawnym (to jest tego typu lektura, gdzie co chwilę przerywa się czytanie, aby podzielić się z kimś trzecim – w tym przypadku Kubolem- fragmentem książki).

Książka Pilipiuka składa się z 23 opowiadań opisujących różnorakie przygody Jakuba Wędrowycza – egzorcysty (najlepszego w kraju) i bimbrownika, który za nic ma prawo i porządek społeczny. W tym tomie (bo okazuje, że wydano już kilka części przygód Jakuba) bohater wędruje w czasie i przestrzeni. A to wyjeżdża do Egipty i Australii, a to do Zakopanego, do krainy gdzie mieszka siedmiu krasnoludków... etc. Nieodłącznym towarzyszem przygód Jakuba jest ponad stuletni kozak – Semen. Razem tworzą nietuzinkowy duet – walczą ze złem (oczywiście w ich mniemaniu) tego świata. Rewelacyjny humor nadbudowany na naszych polskich przywarach, intelektualne igraszki z symbolami podkultury sprawia książkę czyta się szybko i z wielką przyjemnością.  Polecam i zalecam na letnie wylegiwania się na leżaczku. A teraz …PEARL JAM NADCHODZĘ!

P.S. Właśnie zaczynam czytać „Piaskową górę’ Joanny Bator. Jest to (obiecane) podejście numer dwa. I tak po 50 pierwszych stronach stwierdzam, że moja pierwsze odczucia względem tej ksiązki nie były chyba trafione...

(Acha - tytuł wpisu to oczywiście cytat z książki Andrzeja Pilipiuka - "Zagadka Kuby rozpruwacza")

11:34, the_book
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 czerwca 2010
Wakacyjne (reaktywacyjne) tutii-frutii!

Na początek kilka słów odnośnie mej nieobecności. Oj, dawno mnie na blogu nie było - bo to obrona, bo to zakończenie roku szkolnego, bo... Lecz teraz w nareszcie mam czas! Oj i to dużo, bo największym plusem pracy w szkole jest fakt, że ma się dwa miesiące wakacji. (YEAH!) I mogę czytać, czytać i czytać, aż do utraty tchu (YEAH!). Oczywiście podczas wakacji musi się znaleźć również czas na festiwale! Już w przyszłym tygodniu Pearl Jam, potem Jarocin i tradycyjnie oczywiście Woodstock. Być może uda nam się wyprać również do Rumunii szlakiem gotyckich zamczysk (YEAH!). Nie pamiętam kiedy miałam takie długie wakacje, bo najczęściej (jak to studenci mają w zwyczaju) pracowałam latem. Tak się cieszę i cieszę, że nie mogę się nacieszyć!


W tym zeszłotygodniowym szaleństwie i ekscytacji przyszło mi przeczytać dwie książki – „Córkę fortuny” I. Allende oraz A. Fadiman „W ogóle i szczególe”. Na początek słów kilka o pierwszej pozycji:


Isabel Allende „Córka fortuny” – bardzo, ale to bardzo mnie ta książka rozczarowała. Wiele się po tym tekście spodziewałam, bo to pierwsza pozycja tej autorki, którą (niestety) przeczytałam. Może krótko o treści – rzecz się dzieje w Chile. Książka opisuję historię dziewczyny – Elizy, która jako niemowlak podrzucona została do domu bogatych angielskich przybyszy. Bogaci państwo biorą ją na wychowanie, kształcą i zapewniają wszelkie dobra materialne. Lecz to niewdzięczne dziewczę, które zapewnione ma wszystko pewnego dnia zakochuję się w biednym chilijskim chłopaku i wyrusza za nim do Ameryki Północnej (za nim, a nie z nim, gdyż nieszczęśnik uciekł zostawiając naszą bohaterkę „przy nadziei”), gdzie właśnie trwa „gorączka złota”. Akcji, więc w tej książce dużo! Za dużo! Rozwleczona i banalna fabuła. Przewidywalny koniec. No nie zachwyca. Taki podrabiany Marquez w spódnicy.

Moja ocena: 2/6


Anne Fadiman „W ogóle i szczególe. Eseje poufałe” – dziękuję pani Fadiman za to, że uratowała literacki honor kobiet. Jej eseje to majstersztyk pisarstwa. Zwięzłe, elokwentne, erudycyjne i naprawdę dobrze napisane. Moimi ulubionymi tekstami z tego zbioru są dwa teksty: ten mówiący o kawie („Kawa”) oraz tekst z pogranicza teorii literatury (autor a dzieło, modele odbioru tekstu) - „Prokrustes i wojny kulturowe”.

Tekst o kawie zachwycił mnie, gdyż bardzo mocno się z nim identyfikuję. Jestem wielką amatorką kawy - takiej „sypanej” - tradycyjnej z fusami. W sposób w jakim autorka piszę o tym balzakowskim napoju wzmaga nie tylko moje uwielbienie do jej tekstów, ale również (tak, tak to jeszcze możliwe) do kawy.

Drugi tekst porusza bardzo trudny, ale myślę ważny temat. Jak to ujęła sama autorka: Czy powinniśmy czytać książki ze względu na ich wartość literacką, czy ze względu na naukę moralna, jaką niosą, to znaczy dlatego, że uczą nas jak żyć? Autorka sama odpowiada, że wybór jednej ścieżki ogranicza nam pole widzenia, lepiej gdy spojrzymy na dzieło jako wypadkową, tych dwóch dróg poszukiwań. Wtedy nasze horyzonty poznania będą bardziej rozległe. Jeśli natomiast chodzi o „życie autora a dzieło literackie” to (jak ujęła to Fadiman: Jeśli autor był gnidą, czy wywalamy jego książki z kanonu?) autorka jednoznacznie stwierdza, że poznanie szczegółów życia pozwala nam lepiej zrozumieć sens książki. Jeśli więc autor Moby Dicka znęcał się nad własną rodziną, Bayron dopuszczał się kazirodztwa i pedofilii a Eliot był antysemitą to nie musimy od razu przekreślać dorobku literackiego owych dżentelmenów, ale nasze poznanie ich twórczości może stać się głębsze i lepiej rozpoznane. Zgadzam się z Fadiman, zgadzam po stokroć i śle pokłony autorce, gdyż nie tylko wskrzesiła zapomnianą formę literacką jaką jest esej, ale zrobiła to z taką pasja i fantazja, że wzbudziła mój wielki podziw i szacunek. Więcej grzechów nie pamiętam. Ufff.

Najlepszą (rewelacyjną) recenzję książki Fadiman miałam przyjemność przeczytać na blogu Ren. Polecam

Moja ocena: 6/6

(Wszystkie cytaty pochodzą z książki A. Fadiman „W ogóle i szczególe. Eseje poufałe”, Wydawnictwo „Znak” Kraków 2010)

Teraz czas na Andrzeja Plipiuka i jego książkę „Zagadka Kuby Rozpruwacza”.

Dwie godziny po pierwotnym wpisie przypomoniało mi się że... zapomniałem podzielić się radosną wieścią, że nie tylko ze mnie pedagog, ale już od 16 czerwca rasowa polonistka! Edukacja zakończona. To oficjalne oświadczenie (przynajmniej na okres wakacji)! YEAH!

13:16, the_book
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Hugo-Bader Jacek "Biała gorączka"

 

Jacek Hugo-Bader zrobił dobrą, reporterską robotę. Bez dwóch zdań. „Biała gorączka”  to opis podróży reportera, starym zdezelowanym łazikiem z Moskwy do Władywostoku. Tekst Badera daleki jest od górnolotnych uogólnień, bliski jest za to życia i zwykłego człowieka. A może słuszniej było by napisać niezwykłego człowieka? Bo Rosjanie to naród niezwykły. Z jednej strony bardzo uczuciowi (przysłowiowa  słowiańska dusza) z drugiej strony twardzi jak skała. Ma się wrażenie, że nic nie jest w stanie ich złamać, zniszczyć. Po wielkich tragediach, kimkolwiek są i skąd pochodzą zawsze twierdzą, że tak po prostu musi być. Uderzająca i niezrozumiana zgoda na otaczającą rzeczywistość, która jest darem, ale również przekleństwem. Bowiem właśnie ta rosyjska bierność nie pozwala wprowadzić żadnych zmian. Rosjanie tkwią w ubóstwie, zależnościach, korupcji…. Uderzająca jest właśnie bieda, która ma się wrażenie sygnuję każdego kogo autor na swojej drodze spotkał. A tytułowa „Biała gorączka” to nic innego jak zaburzenia psychiczne wywołane nadmiernym spożywaniem alkoholu. Gdy się raz pojawi, człowiek nie ma szans na przeżycie. Rosja według Badera jawi się jako kraj pogrążony w tragicznym smutku, gdzie alkohol, narkotyki wydają się być jedynym lekarstwem na grozę codzienności. Bardzo dobra, mądra  książka. Darzę autora wielkim szacunkiem, gdyż udał się w podróż tam gdzie nie wielu miało odwagę się wybrać. Przeniknął głęboko w świat, który nie zachęca do eksploracji.

Moja ocena 6/6

1. P.S. I może to co napiszę będzie troszkę nie fajne w stosunku do nas kobiet, ale ja naprawdę wolę pisarstwo mężczyzn. Uff – pozbyłam się tego ciężaru z serca :)

2. P.S. Do obrony dwa dni.

17:33, the_book
Link Komentarze (9) »
wtorek, 08 czerwca 2010
"Erynie" Marka Krajewskego oraz kilka słów o radości!

 

Oj, czekałam długo na nową powieść Krajewskiego. Uwielbiałam Mocka i konwencje czarnej wrocławskiej serii. Myślałam, że w przypadku nowego bohatera - Popielskiego - będzie podobnie jak w poprzednich książkach, tj. dużo wartkiej akcji i główny bohater - nieustraszony pogromca zła. W imię zasady (to chyba z 'Rejsu"), że lubimy "piosenki już kiedyś słyszane", spodziewałam się, że tym razem będzie podobnie. Ale kurka nie! Mamy niby bohatera z typu "niezniszczalny", jest zagadka, która zmusza do przeczytania książki szybko i do końca, ale czegoś jednakże brakuje. Nowy, główny bohater to jakby nieudana kopia swojego poprzednika (przeprasza, przeprasza i  kurka przeprasza wszystkich- nawet bandziorów), motyw zbrodni taki trochę wyssany z palca. No nie zachwyca. Nie zachwyca. Rzecz, którą bardzo lubiłam u Krajewskiego to właśnie ta usłyszana "piosenka", pewna konwencja pisarska, którą uwielbiałam. A tu bez szaleństwa. Jednakże należy oddać autorowi, że talent do opisu miast to on ma. Lwów wspaniale przedstawiony, podobnie jak kiedyś Wrocław. Dlatego...

...moja ocena to: 4/6

***

 

Wszystkie egzaminy w ostatniej (mam nadzieję) sesji zdane. Pozostała tylko (,albo aż - co się niebawem okaże) obrona. Nie muszę już nic czytać, teraz już tylko mogę. TAKKKAAAA jestem zatem szczęśliwa. Nawiozłam sobie z mojej biblioteki książek chyba z 30 (niestety podczas przeprowadzki przepadł mi aparat,  zrobiłabym zdjęcie, co by się pochwalić) i teraz (już prawie) luzzzz. Mężul zauważył, niepokojące sygnały tego, że mam w końcu wolny czas - chciałam porządnie posprzątać mieszkanie. Kazał mi więc usiąść i zrobił kawy :)  A za dwa tygodnie - dwa miesiące wakacji (yeh!).

21:23, the_book
Link Komentarze (6) »
wtorek, 01 czerwca 2010
Na dębowym skwerku, czyli próba ogarnięcia żywota mego oraz w kilku słowach o książkach rzecz jasna

 

Najpierw o książkach…

…czytam ostatnio dużo i to nie przez wzgląd na egzaminacyjny czas burzy i naporu, ale z przyczyn zdrowotnych! Co by nie zwariować i nie paść trupem w przed-czas wakacyjnego szaleństwa i wolności pracowniczo-studyjnej. Ale do rzeczy, bo o książkach miała być tu mowa, a ostatnio przeczytałam trzy:

 

1. „Szczury i wilki” Grzegorz Gortat


Książkę tę, przeznaczoną dla młodzieży, przeczytałam w ramach dokształcanie się z literatury skierowanej dla trochę starszych dzieciaków, gdyż moja świadomość czytelnicza zatrzymała się w tej kwestii na Siesickiej. A chcąc być dobrym bibliotekarzem, muszę nadrobić zaległości. Książka Gortata jest tekstem bardzo dobrym. Z mojej perspektywy trochę naiwnie pokazująca Holocaust (ale ja już jestem trochę wypaczonym czytelnikiem), ale myślę, że dla dzieciaków z gimnazjum i starszych, znakomita powieść. Taka pierwsza próba zmierzenia się z okrucieństwem Shoah.

„Szczury i wilki” to książka, która pokazuje trudny proces zrozumienia młodego neonazisty Henryka ogromu cierpienia, które niosła z sobą Zagłada. Więcej takich mądrych książek dla młodzieży!

Moja ocena: 5/6

2. „Paris London Dachau” Agnieszka Dorotkiewicz


I to jest książka dziwna. Kompilacja cytatów, która ma pokazać czytelnikowi rozpacz narratorki powieści po porzuceniu jej przez ukochanego mężczyznę. Taka papka post – post – post - modernistyczna. Piciu – piciu. Dużo cytatów z klasyki literatury, z Pidżamy Porno, z serialowego „Klanu” np.:

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Pamiętasz to powiedzenie, Ryśku? Zapytała kiedyś Grażynka, bohaterka narodowego eposu – „Klanu”

Podsumowując: książka słaba, akcji brak (to być może uratowałoby tę książkę), sensu kurka nie widzę. Uff. Uff.

Moja ocena: 2/6

3. „Stosunek seksualny nie istnieje” Jaś Kapela


Będąc na pierwszych studiach mieszkałam przez pięć lat z trzema chłopakami z politechniki i mam wrażenie, że książka Kapeli jest zapisem ich nocnych rozmów przy wódce. Wiele w niej filozofii studenckiej, ironii, sarkazmu i dobrego humoru. Najbardziej jednak podoba mi się w tej powieści (?) to, że autor nie pretenduję do wielkiego dzieła literackiego, ale jak sam pisze: jak Masłowska stworzyła pierwszą powieść o dresiarzach to moja powieść jest dla dresiarzy. Dobra ta książka jest zaiste, która jest takim polskim literackim, intelektualnym i melancholijnym odpowiednikiem American Pie, bowiem główni bohaterowie Eligiusz i Wojtek próbują poderwać dziewczynę i spędzić z nią upojną noc. Oczywistym jest fakt, że im to się nie udaje. Dobra książka. Polecam.

Moja ocena: 4.5/6


A prywatnie…


Przeprowadziłam się na dużżżżę, bo dwupokojowe mieszkanie (całe życie miałam jeden pokój i to najczęściej ze współlokatorem – jak nie siostrą, przyjaciółką to najpierw z konkubinem a potem z mężulem :P) a teraz tyle wolnej powierzchni (radości). Moje nowe lokum mieści się w przepięknym miejscu, wśród dębów. Pozostał mi jeszcze jeden egzamin (kurka tylko ten najgorszy z historii literatury polskiej), obrona i wakacje! Uszykowałam już sobie ogromną „kupkę” książek na czas letni z mej biblioteki. Mam też już w łapkach nowego Krajewskiego „Erynie”. Jednym słowem serce się raduje i oczka się cieszą. I już, mam nadzieje, radosny koniec widać… :)

22:15, the_book
Link Komentarze (9) »
niedziela, 23 maja 2010
"Kamień cierpliwości" - Atiq Rahimi

 

Miałam czytać lektury, lecz ponownie do biblioteki przyszła duuuuuża paczka z Merlina i nie mogłam się powstrzymać…tak, tak….[kurka]. Zresztą naczytałam się tyle dobrego o tym tekście, że naprawdę nie mogłam się powstrzymać. A termin egzaminu zbliża się nieubłagalnie. Ehhh, a co tam! Usprawiedliwia mnie chyba tylko to, że „połknęłam”  „Kamień cierpliwości” na jednym wykładzie. Bo to dziełko niedużych gabarytów i rewelacyjnie napisane, więc czytanie poszło mi dość sprawnie.

Książka opowiada historię kobiety, muzułmanki, której mąż – bojownik i ekstremista został, podczas walki, trafiony kulą w kręgosłup -znajduję się więc na granicy życia i śmierci, wykazuje tylko minimalne funkcje życiowe. Główna bohaterka czuwa przy mężu, stając się lub trafniej  próbując stać się tytułowym „kamieniem cierpliwości - Syngue Sabur”. Kobieta troszczy się o męża, który był dla niej katem i tyranem. Z początku modli się o jego powrót do zdrowia, jednakże po pewnym czasie modlitwa przemienia się w specyficzne wyznanie kobiety, która zniewolona próbowała zachować dla siebie „wycinek normalności”  - intymność, w której odnajduję wolność. Szept wyznań zamienia się w krzyk rozpaczy.


Mocna i piękna książka. POLECAM!


Moja ocena: 6/6

22:29, the_book
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 maja 2010
O Historii słów kilka...

 

 

Stefan Chwin „Krótka historia pewnego żartu

Książka Chwina w całości została oparta na wspomnieniu. Wspomnieniu chłopca (autor), który urodzony w ostatnich dniach wojny żyje w specyficznej przestrzeni ścierających się „historii”. Pomiędzy hitleryzmem (już minionym), stalinizmem i amerykanizmem (obecnie). Książka to wspaniałe świadectwo trwania i dostosowywania się człowieka do sytuacji, w której przyszło mu żyć, bez względu na okoliczności. Miejsce akcji to oczywiście Gdańsk (po lekturze Hanemanna i Weisera Dawidka mam wrażenie, że Gdańsk jest mi bardzo bliskim i znanym miastem).  Książka to niezwykła – dotyka problemów, które na przestrzeni zaledwie kilkunastu lat zmieniły całkowicie bieg historii i uwikłanych w nią ludzi. Historia „żartuje” z człowieka. Tak jak zażartowała z ojca bohatera, który musiał wynieść się z Wilna, jak z Niemców, którzy tworząc sobie wspaniały, gdański świat w końcu go opuścili oraz samego bohatera, którego zafascynowanie Pałacem Kultury skłoniło do tworzenia wspaniałych obrazów. Najbardziej porażający był dla mnie opis poniemieckiej łazienki, pięknej secesyjnej wanny, witraży, którego właścicielem w czasie wojny był esesmanem. Piękno i zbrodnia. Historia weryfikująca wszelkie „chcenie” i „posiadanie człowieka”.

 

Imre Kertesz „Dossier K.”

Kolejną rzeczą, którą przeczytałam to „Dossier K.” Imre Kertesza. Książka, która pobodnie jak powieść Chwina traktuję o przeszłości i jej relatywnym obrazowaniem. Książka Węgra to dość specyficzny tekst. Wywiad z samym sobą. Próba autobiograficzna. „Dossier K.” to książka, która porządkuję jakoby myślenie autora o samym sobie. Odnalezienie własnego „Losu utraconego” na podstawie uporządkowania zdarzeń z przeszłości.

Ciekawym wątkiem wydaję mi się próba okiełznania historii. Autor wyjaśnia, że nie możliwe jest przedstawienie obiektywnego i pełnego obrazowania Holocaust, zawsze to będzie kłamstwo, bowiem nic nie jest w stanie oddać grozy tamtego czasu. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest pisać o Shoah jak najwięcej, czytać relację wielu uczestników ówczesnych wydarzeń. Wtedy zrozumienie i poznanie będzie prostsze.

 

Moja ocena:

Stefan Chwin – 6/6

Imre Kertesz – 5/6

16:43, the_book
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 maja 2010
CZYTANIE TAK!

 

Gorąco polecam najnowszy numer "Tygodnika Powszechnego".

To wyjątkowy smaczek dla moli książkowych. Czego tam nie ma: wywiad z  A. Fadiman, z M. Głowińskim, pełno definicji idealnego Czytelnika… . Zresztą „Magazyn  literacki” (dodatek do gazety) w całości poświęcony został Czytelnikowi – jego kondycji, uwielbieniu dla słowa - tytuł numeru to „CZYTANIE TAK”. Jest też kilka słów o szczególnie mi bliskim fotografiku Andre Kerteszu. Bliskiemu, gdyż nad moim łóżkiem, już od kilku dobrych lat, wisi plakat z jego wystawy „Intymność czytania”. Artysta ten bowiem z upodobanie fotografował właśnie Czytelników. POOOOLECAM!

Moja - Kertesza "Intymność..."

 

I jeszcze kilka:





niedziela, 09 maja 2010
"Dukla" Andzreja Stasiuka, czyli marzenia o świetym spokoju.

 

Z szczerą zazdrością spoglądam na inne blogi. Tak, zazdrość mnie zżera, bo wszyscy czytają dużo, obficie i z radością i samodzielnie i książki ulubione a ja nic tylko poważnie, martyrologicznie, poważnie i teksty naukowe i ach i takie tam...I Gombrowicze, gdzie początku ani końca nie uraczysz. Ach…

Także wszystko naprawdę szło już w złym kierunku, gdy na horyzoncie „lektur obowiązkowych” pojawił się Andrzej Stasiuk z cudeńkiem zwanym „Dukla”.

Książka Stasiuka to dziełko niewielkich rozmiarów (około 120 stron), które zawiera w sobie taki potencjał ciepła i poetyckości, że nigdy nie posądziłabym o autorstwo „Dukli” tak rasowego faceta, jakim Stasiuk wydaję się być (tak przynajmniej wnioskuję z fotografii :) )

Co mnie w książce urzekło: przenikliwość, niezwykły zmysł obserwacji no i język! Przecudny, giętki, metaforyczny, rewelacyjny świeży język o który w literaturze polskiej tak trudno. A oto próbka:

„Miałem trzynaście lat i odstałem pierdolca. […] Lipiec wisiał nad wsią jak niebieska blacha. Rzeka cuchnęła mułem. Polowałem na jej obecność jak półślepy kot. Każdy skrawek ruchomej bieli sprawiła, że krew uderzała mi do głowy. […] Miałem trzynaście lat i niewiele rozumiałem. Czułem tylko, że w jednej chwili moja miłość przestała być niewinną i wstydliwą  grą i stała się czymś zakazanym. Miałem trzynaście lat i czułem, że piękno zawsze zawiera w sobie groźbę, że w istocie jest jakąś odmianą zła, odmianą, której możemy pragnąć tak, jakbyśmy pragnęli dobra.” (Andrzej Stasiuk, Dukla, Wydawnictwo Czarne, 1997)

Książkę Stasiuka trudno streścić: jest to tekst o miejscowości Dukla i o pierwszej miłości. Czas minionego dzieciństwa, przeplata się z czasem teraźniejszym. To książka o miejscu magicznym, stworzonych z wrażeń i odczuć, naznaczonym jakże pozytywną energią.

Moja ocena: 6/6

 

P.S. Dostałam najpiękniejszy i najlepszy prezent w życiu -  wielki, nie ogrooomny fotel do czytania książek, w którym zapadam się z/w radość i szczęśćcie. Teraz to dopiero ze mnie 100 procentowy Czytelnik. :)

21:36, the_book
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli