Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
piątek, 30 kwietnia 2010
"Marek Edelman: Bóg śpi" W. Bereś i K. Burnetko

 

Książka, która powala na kolana. Jest jak mocne uderzenie w głowę, którego nigdy się nie zapomni.

Sama ksiązka to kompilacja wywiadów przeprowadzonych przez Witolda Beresia i Krzysztofa Brunetko z Markiem Edelmanem z komentarzem m. In. Środy, Piesiewicza, Szymborskiej.

Edelman człowiek legenda. Nikomu jego postaci nie trzeba przedstawiać. Co mnie uderza w tym tekście? Szczerość, szczerości i jeszcze raz szczerość człowieka, który przeżył piekło getta. Nie miał on złudzeń, nie bawił się w konwenanse – zawsze bezkompromisowy – mówił to co myślał. Wyraźnie zaznaczał– człowiek jest zły – tak jak źli byli faszyści. Pisząc te słowa staram się być poprawna politycznie – Edelman za nic miał granice przyzwoitości względem osób, które czyniły i czynią krzywdę drugiemu. Nazywał nazistów okrutnikami, mówiąc, że nie miał szczęścia spotkać żadnego dobrego Niemca, a roszczenia organizacji Eriki Steinbach są szczytem bezczelności. Mówił głośno to co inni wolą przemilczeć. I miał do tego pełne prawo. On tam był, w środku piekła. Jego relacja poruszająca- bez zbędnej martyrologii i idealizacji – Polacy byli antysemitami – wydawali Żydów, głód wyzwalających najniższe instynkty…. A w tym wszystkim on- człowiek, który mimo, że zdeklarowany ateista (tytuł) podjął walkę o życie –ludzi. Tym bardziej to trudne – jeśli nie mamy „pleców” w postaci wartości jaką jest Bóg.

Niech podsumowaniem będzie cytat, który najbardziej mnie poruszył i który  stanowić może cytat całych rozmów:

 

Czy nie myślał Pan kiedyś, że mógłby wymyślić swoje dziesięć przykazań?

- Nie mógłbym. Dziesięć przykazań to jest teoria. Postępuje się w zależnościom sytuacji. Robi się dobrze albo źle w najlepszej w wierze. […] Takie moje ogólne przykazanie mogłoby brzmieć: wszystko robić w najlepszej wierze. Jak nie robisz czegoś w najlepszej wierze, to z najlepszych rzeczy mogą wyjść najgorsze. A jak robisz coś w dobrej wierze, to masz spokojne sumienie, nawet jeśli ci nie wyszło. (W. Bereś, K. Burnetko, Marek Edelman: Bóg śpi, Świat Książki, s. 239)

czwartek, 29 kwietnia 2010
Szukanie dup, czyli spotkanie z Arturem Domosławskim

 

 

Nie mam czasu totalnie na nic. Termin obrony wyznaczony na 9 czerwca, przed-terminy umówione i jakby wszystkiego było mało to ciągle dokładam sobie nowych obowiązków (prowadzenie weekendowych zajęć z informatyki, wyjazd do biblioteki w Kórniku oglądać starodruki etc.)- taki mały pracowniczy ze mnie masochista. Przeczytałam Gombrowicza, przeczytałam Edelmana a tu ciągle czasu brak na jakąkolwiek recenzje. W ramach , więc "nadmiaru wolnego czasu" wybrałam się we wtorek na spotkanie z Arturem Domosławskim, autorem "Kapuściński. Non - fiction".

Spotkanie trwało 2 godziny, odbywało się w Teatrze Ósmego Dnia i było bardzo, ale to bardzo sympatyczne. "Sympatyczne" dlatego, że mało tam było czystych treści merytorycznych, raczej forma wieczoru przybrała charakter spotkanie koleżeńskiego. Artur Domosławski, co bardzo mnie zaskoczyło, wydawał się być zawstydzony i bardzo zaniepokojony faktem, że musi mówić o swojej książce przy tak licznej publiczności (tu już wzbudził moją sympatię) oraz sprawił wrażenie szczerym faceta, trochę zmęczonego już tym całym maratonem promocyjnym tekstu.

Tytuł relacji odnosi się do uczestnika spotkanie, który denerwował się faktem, że nikt nie szuka w książce Domosławskiego próby zrozumienia działań i decyzji Kapuścińskiego, ale właśnie "dup, czyli sensacji o charakterze towarzysko-erotycznym". I trudno nie przyznać mu racji.

Wiele obaw miałam przed lekturą książki Domosławskiego, ale teraz wiem, że obawy ów był niczym nie uzasadnione. Lubie Kapuścińskiego "po Domosławski", stał się dla mnie bardziej dotykalny i realny. Bardziej zrozumiany. Żałuje tylko, że autor wydał swoją biografię teraz a nie rok temu, bowiem moja praca magisterska wiele by zyskała.

Podsumowując: książka Domosławskiego to kawał dobrej roboty!

P.S. Zamieszczam zdjęcie ze spotkanie oraz autograf, nie są one zbyt dobrej jakości (mimo, że siedziałam w pierwszym rzędzie), gdyż robiłam je telefonem. Jutro dyżur popołudniowy w bibliotece, więc może uda się cośik skrobnąć.

piątek, 23 kwietnia 2010
Światowy Dzień Książki - życzenia

środa, 21 kwietnia 2010
3 w 1, czyli kilka słów o kilku książkach.

Ostatni spieszę się nieustannie. Praca, uczelnia, terminy, egzaminy, szkolenia, zaliczenia…ehhhh. Poczytuję więc w tramwaju, pociągu, autobusie, przed snem, po śnie.

I nawet czas skrobnąć nic nie mam czasu…Ale nadrabiam zaległości, nadrabiam.


„Solaris” Stanisław Lem, czyli zakochałam się na zabój.

Nigdy, ale to nigdy nie powiedziałabym, że polubię Lema. A tu taka niespodzianka. Książka należąca tzw. gatunku cudeńko, opowiada historie psychologa Krisa Kelvina, który przybywa na planetę Solaris z ziemi. Solaris jest pokryta cytoplazmatycznym oceanem (taki kisielowaty glut), którego człowiek nie może rozgryźć, bowiem ocean jest jedną wielką formą życia z którą Kalvin jak i inni badacze nie potrafią się „porozumieć”. Po przybyciu bohatera dzieją się na stacji kosmicznej dziwne rzeczy – on sam zaczyna widzieć swoją zmarła narzeczona, która przybiera całkiem realną postać…

Książka to wspaniała lektura dla nas, wszechwiedzących i mądrych „człowieków”, traktujących inne cywilizacje z pobłażaniem, stawiających się na pozycji lepszych i mądrzejszych. A jak przekonuję Lem – jesteśmy tylko pyłem w ogromie wszechświata. Polecam, polecam bo wiele w tej książce nie tylko modrości, ale również humoru.

Moja ocena: 6/6



„Weiser Dawidem” Paweł Huelle

Książka, po którą sięgnęłam mając w pamięci urywki filmu Wojtka Marczewskiego, gdzie główna rolę zagrał Marek Kondrat.

Bardzo, bardzo dobra rzecz. Jest w niej wszystko co lubię – tajemnica, historia i piękny język.

Tekst opowiada historię piątki dzieciaków Piotra, Szymka, Pawła (narratora), Dawida (chłopiec żydowski) i Elki (najbliższej przyjaciółki Weisera), którzy pewnego upalnego lata przechodzą swoistą inicjacje w dorosłaś za sprawą tajemniczego i niezwykłego chłopca jakim jest właśnie Weiser. Sama książka zbudowana jest na zasadzie retrospekcji. Paweł jako dorosły człowiek, próbuję odkryć tajemnice Weisera. Po wielu latach wraca wspomnieniami to pamiętnego i niezwykłego lata, stara się zrozumieć co zaszło naprawdę, gdy na jego oczach, Piotra i Szymka  - Weiser z Elka po prostu zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Problem „inności” i próba egzystencji chłopca żydowskiego w świecie powojennym. A wszystko to w otoczeniu  wspaniałego i niezwykłego Gdańska – jak u Chwina.

Moja ocena: 6/6

„Obcy” Albert Camus

Tekst noblisty z który nie zachwyca (a powinien) i nie urzeka (również powinien), chyba, że ktoś ma tendencje do  masochistycznego postrzegania życia.

Książka opowiada historię człowieka, któremu umiera matka. Nie zachowuje się w tym strasznym dniu, tak jak „powinno się zachowywać”, tj. nie płacze, nie złorzeczy. Pogodzony z życiem, przyjmuję tę tragedię jako normalna kolej rzeczy. Bohater stara się po pogrzebie funkcjonować normalnie, spotyka się kobietą, pije wino, zaprzyjaźnia się z Rajmundem. Niestety na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zabija człowieka. Podczas rozprawy okazuje się, zostaje skazany nie za morderstwo, ale właśnie za niekonwencjonalną żałobę, a raczej jej brak. Książka to owoc romansu Camusa z filozofią egzystencjalną. Smutna, postokroć smutna książka, która bez wcześniejszego doczytania kontekstu Sartre nie do rozgryzienia (przynajmniej w moim przypadku).

Moja ocena: 4/6

A z życia bibliotekarza:

1) bibliotekarz to jednak człowiek renesansu – ostatnio uczeń przyszedł do mnie z zapytaniem – jaki był ulubiony rodzaj miodu Piłsudskiego? (dla nie wtajemniczonych – lipowy) no i bibliotekarz wiedział.

2) Ja to jednak lubię „Bluszcz” – wygrałam po raz drugi nagrodę za „Zagadkę literacką”– tym razem zestaw kosmetyków

3) A we wtorek wybieram się na spotkanie z Arturem Domosławskim.

A teraz Gombrowicz…

19:53, the_book
Link Komentarze (5) »
sobota, 17 kwietnia 2010
Wrocław, czyli spotykają się bibliotekarze…. oraz wiosna nadchodzi


 

 

 

Na jakiś czas przyszło mi opuścić mój ukochany Poznań, oderwać się od wszystkich prac i zajęć (uff…) i wyruszyć wcale niedaleką podróż do Wrocławia, gdzie odbywała się IV Krajowa Konferencja Nauczycieli Bibliotekarzy – Czytelnictwo dzieci i młodzieży (jak się śmiał mój mąż, zwany Kubulem- Monia w sumie to twoja impreza branżowa, czyli odezwał się pan inżynier J ). Nie wiedziałam czego się po takiej imprezie spodziewać, gdyż jestem początkującym bibliotekarzem. Konferencja jednakże okazała się naprawdę ciekawym wydarzeniem a notatek narobiłam sporo.

 Na szczególną uwagę zasługuję wykład pani Marii Kulik, bardzo doświadczonego, z wieloletnim stażem bibliotekarza, której wystąpienie zatytułowane było: „Co poleca IBBY. Książki dla małych i dużych, chętnych i opornych. Świetna, bardzo konkretne prelekcja o książkach dla młodego czytelnika, która zwróciła moją uwagę na takie tytuły jak: N. Gaiman „Księga cmentarna”, G. Gortat „Szczury i wilki”, M. Zusak „Złodziejka książek”, Ewa Nowak „Bardzo biała wrona”, …, które koniecznie muszę przeczytać. - zadania na wakacje. Urzekła mnie ta pani również tym, że mimo tylu lat pracy miała w sobie niezwykła energię i zapał do pracy. Też taka muszę być!!! J Oczywiście było też miejsce na żarty „branżowe” -„wiecie Państwo że książki, według dzieci dzielą się na chude i grube, a nie na dobre i złe…"

 Poleciła też ciekawe linki, jeśli chodzi o poszukiwanie informacji na temat nowości dla młodych czytelników, ale nie tylko:

www.ibby.pl

www.bromba.pl

www.instytutksiazki.pl

www.qulturka.pl 

 

www.ryms.pl

 Kolejnym rewelacyjnym wystapieniem, była prelekcja pani Ewy Nowak, autorki najnowszej  - "Bardzo białej wrony". Bardzo pozytywna osoba, świetna kobieta, która podczas swojego wykładu "Szelest stron" powiedziała kilka słów nie tylko o sobie, o swoim pisarstwie, ale również polecała książki, po które również koniecznie muszę sięgnąć: "Woda dla słoni"  Sary Gruen, "Kamień cierpliwości" Atiqa Rahimi, "Zaplecze" Marty Syrwit i rewelacyjne podobno "Magiczne drzewo" A. Maleszki. Z tym wystąpieniem wiążą się również pewne zaskoczenia: pierwsze to fakt, że autorka nauczyła się dopiero czytać w czwartej klasie szkoły podstawowej i do dnia dzisiejszego ma problemy z odróżnianiem g i d (jednak jak się chce to można) oraz że autorka odnajduję w książkach S. Kinga wysoce przyjazny uczniowi dydaktyzm (hmmm...to mnie akurat nie przekonało).

 Podsumowując:

 - autograf Ewy Nowak zdobyty do naszej biblioteki

 -nawiązanie relacji z innymi osobami z "branży" być może zaowocuje jakimś fajnym, miedzybibliotecznym projektem

 - postanowienie, że należy przeczytać i czytać na bieżąco książki dla młodzieży, aby być bardziej kompetentnym w tej dziedzinie

 - świetna atmosfera, merytoryczne bardzo dobrze przygotowane wykłady sprawiły, że będę powracać na tego typu imprezy

 I jakże cudownie tak sielsko-anielsko oderwać się od codzienności...

 A teraz wiosennie....

 Poczyniłam kilka postanowień wraz z nadejściem nowej pory roku, mianowicie:

 1. Zmienić wygląd mego bloga, gdyż trochę te kolory smutne mam...

 

2. Ukończyć to podwójne studiowanie z końcem maja...

3. Dużo jeździć rowerem.

4. Nie popadać w panikę mimo już drugiej w tym roku przeprowadzki.

 Byle starczyło sił, optymizmu i uśmiechu :)

wtorek, 13 kwietnia 2010
Pozostają tylko/aż książki…

 

Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi.

 

Wiesław Myśliwski


Pippi feministka, czyli wywiad z Kazimierą Szczuką w Bluszczu przeprowadzony przez Annę Jabłońską w ramach cyklu – „Książkofile”

Na początek kilka słów wyjaśnień od autorki tekstu:

Książkofil – człowiek uzależniony od książek. Charakteryzuję się tym, że na książki jest w stanie wydać ostatni grosz, lubi się nimi otaczać, czyta bez umiaru. Podobno największą przyjemnością sprawia mu głaskanie okładek.

[To o mnie, to o mnie!]

oraz kilka wycinków z tego jakże ciekawego wywiadu:

 Anna Jabłońska: W książce, którą mi pożyczyłaś, odkryłam twoje podkreślenia ołówkiem i uwagi. Byłam skonsternowana. Ty niszczysz książki?!

Kazimiera Szczuka: To nie jest niszczenie. Nie polewam ich kawą, nie zaginam oślich rogów. Ja po prostu opracowuję tekst ksiązki dla siebie. Te zapiski i podkreślenia sprawiają, że ksiązka jest porządnie przeczytana […]

A.J.: […] Czy nie złościsz się czasami na ksiązki, że zatrzymują cię w domu?

K.Sz.: Złościć się na książki? Jestem im wdzięczna, że na mnie czekają. Wszystko w moim życiu zawdzięczam ksiązką. Dzięki nim znalazłam się na polonistyce, potem w Szkole Nauk Społecznych na seminarium prof. Marii Janion. A moje poglądy? Po prostu czytając Panią Bovary czy Dzieje grzechu doszłam do wniosku, ze dla kobiety nie ma innej drogi niż feminizm. Przygoda z telewizją też zaczęła się od książek, od dyskusji o nich przed kamerą. Ksiązka to także mój chleb, bo jak mawia Agnieszka Rotkiewicz, żyję z liter.

[To o mnie, to o mnie!]

Podkreślenia i wtrącenia oczywiście  moje.

Wywiad cudeńko, z mojej ostatnio ulubionej serii „tekst/ksiązka o książkach”. Podpisuję się pod nim nawet niepiśmienną (w moim przypadku) prawą ręką.


P.S. Tytuł niniejszej publikacji jest oczywiście nawiązaniem do ostatnich wydarzeń w kraju. Zawsze w takich momentach boję się, ze popadnę w egzaltacje. Ale pozostają książki, tak książka!

Jacek Dukaj „Xavras Wyżryn”

 

Rozpoczynając lekturę tekstów Dukaja nie wiedziałam, że zostanę tak pozytywnie zaskoczona. Czasami jednak cieszę się, że studia zmuszają mnie do lektur, po które samej trudno byłoby mi sięgnąć.

Książka „Xavras Wyżryn” zawiera dwa opowiadania – to zawarte w tytule książki oraz drugie „Zanim noc”.

„Xavras Wyżryn” to pseudonim samozwańczego pułkownika, który będąc przywódcą partyzantki - Armii Wyzwolenia Polski (AWP) rusza na Moskwę z bombą atomową po to, aby wyzwolić nasz kraj spod okupacji radzieckiej. Opowiadanie Dukaja to alternatywna wersja historii. Bowiem Polacy w roku 1920 przegrywają wojnę z bolszewikami. Europa podzielona jest na dwie strefy wpływów – niemiecką i rosyjską. Jest rok 1994 – Polski nie ma na mapie świata, rzeczywistość jest przerażająco chaotyczna. Xavras stara się za pomocą bardzo brutalnych metod odmienić ten stan rzeczy. Nie zważając na koszta. Jacek Dukaj pisząc opowiadanie inspirował się wydarzeniami w Czeczenii (lata 90).

„Zanim noc” to opowiadanie, które o wiele bardziej przypadło mi do gustu, niż tytułowy tekst. Posiada mianowicie coś z klimatu kryminałów Marka Krajewskiego, które bardzo lubię. Sama opowieść to historia Jana Herman Trudnego – Polaka, który podczas II Wojny Światowej kolaboruję z Niemcami. Za ów „zdradę” przychodzi mu zapłacić wysoką cenę – znajdzie się w czwartym, demonicznym wymiarze. Tam poznaje, co naprawdę oznaczają słowa „dobra i zło”.

Proza Jacka Dukaja jest niezwykle ciekawym zjawiskiem. Dobrze skonstruowana fabuła ( w obu przypadkach) jest dużym atutem tekstu. Zresztą lubię takie książki z historią w tle. Jednakże zabrakło mi w książce „Zanim noc”  - mocnego, „męskiego zakończenia”, natomiast w książce „Xavras Wyżryn”, kilka spraw z pogranicza polityki było po prostu przegadanych. Ale tak chylę czoło przed pisarzem, który napisał taaaakie teksty w wieku 23!

Moja ocena: 4.5/6

09:23, the_book
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 kwietnia 2010
"Śledztwo" Stanisław Lem

 

 

"Śledztwo" to książka wyborna. Cudeńko istne.

Głównym bohaterem książki jest porucznik Gregory, pracujący dla Scotland Yardu, który ma do rozwiązanie nietypową sprawę – wyjaśnić zagadkę poruszających i uciekających z kostnicy zwłok. Tak, tak nie ma tu klasycznej kryminalnej linii – jest ciało i musi być morderca. Są ciała, które się poruszają i musi być ktoś kto „wprowadza je w ruch”. Porucznik Gregory snuję się więc ulicami mrocznego i mglistego Londynu (rzecz dzieje się w XX wieku, w latach 50) i próbuję uwieńczyć sukcesem prowadzone, jakże nietypowe śledztwo. Dopomaga mu w tym doktor Sciss, który za pomocą teorii czysto naukowej – statystyki, próbuję wyjaśnić zagadkę znikających ciał…, ale to może na tyle jeśli chodzi o treść książki, bo jak to w przypadku kryminału bywa zdradzenie zbyt wielu szczegółów może popsuć lekturę.

Książka Lema to rewelacyjna powieść, która za sztafażem kryminału przedstawia nie tylko doskonałe poczucie humoru autora „Śledztwa” (a że takowe istniało dowodzi książka „Awantura na tle powszechnego ciążenia” Tomasza Lema), który kpi z konwencji i intuicji porucznika. Ksiązka Lema to również nietypowy wykład teorii naukowych i filozoficznych, a to wszystko w obudowie jakże przyjaźnie dla przeciętnego odbiorcy.

Polecam, po stokroć polecam.

Moja ocena: 6/6

 

10:09, the_book
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 kwietnia 2010
Książkowo i refleksyjnie, czyli "Ex libris. Wyznania czytelnika" A. Fadiman

 

 

Po Ex libris A. Fadiman sięgnęłam z dużą, nieplanowaną radością, bo przepadam za takim „książkami o książkach”, a z drugiej strony z wielką ciekawością bo naczytałam się wiele dobrego o tej pozycji.

Faktycznie ksiązka ta obfituję w wiele anegdot i dobrych rad „książkowo- czytelniczych” jak na przykład ta, że należy dedykacje w  książce należy wpisywać na szmucpaginie a nie na stronie tytułowej, która jest zastrzeżona dla autor książki. Do tej pory nie miałam pojęcia, że tak należy robić.

Do moich ulubionych rozdziałów tej ksiązki należy „Tak nie wolno obchodzić się z ksiązką”, gdzie autorka wyraża kategoryczny sprzeciw wobec traktowania książki z „miłością dworską” tj. traktowanie tomu jak potencjalnego skarbu, do którego czytania należy zabierać się tylko i wyłącznie w białych rękawiczkach.

Ja, tak jak autorka uwielbiam, aby ksiązki żyły wraz ze mną, miała ten sam rytm. I tak czytanie w wannie, przy jedzeniu, w plenerze, w pociągu PKP (tutaj szczególne ekstremum J )nie jest mi obce i czynię to z wielką przyjemnością.

A jaką radość sprawiło mi wyrywanie kartek z bibliotecznego egzemplarza „Gry w klasy”  Cortazara, gdy byłam jeszcze w liceum – szczególnie interesowały mnie oczywiście te fragmenty związane z miłością, które przyklejałam na ścianie mojego pokoju (wstyd mi teraz troszkę jako bibliotekarce za te wyrywane strony. Hmmm, ale ja bym takiemu czytelnikowi wybaczyła, a co tam!)

Podobało mi się również część tekstu poświęcona książką, do których ma się szczególny sentyment i nigdy przenigdy nie można się z nimi rozstać, pisząc ciągle i ciągle nowe notatki na marginesach ów dzieła. Sama ksiązka staję się na tyle „zużyta”, że się po prostu rozpada. Dla mnie taką pozycją jest książka „Podróże z Herodotem” Ryszarda Kapuścińskiego – gdzie ta książka ze mną nie była i czego nie przeżyła – ulala.

Moja ocena: 5/6.

 

 

14:38, the_book
Link Komentarze (6) »
wtorek, 30 marca 2010
Lem Tomasz "Awantura na tle powszechnego ciążenia"

 

Książka Tomasza Lema to książka bardzo  przyjemna , ciepła a przy tym bardzo dobra.

Syn Stanisława Lema opowiada w anegdotach o życiu autora Cyberiady, który oprócz tego, że był wspaniałym pisarzem, był również wspaniałym, choć nie łatwym w codziennym życiu człowiekiem - ojcem.

"Awanturę na tle powszechnego ciążenia" potraktowałam jako preludium do książek "Śledztwo" oraz "Solaris".

Książkę czyta się jednym tchem tj. około 3 godzin

Myślę, że doskonałą recenzją książki niech będzie mój ulubiony fragment "Awantury...":

„Któregoś dnia wróciłem do domu z kolejną polonistyczną zagwozdką. Zadanie brzmiało: „Sienkiewicz i Żeromski, opowiadanie z użyciem dialogu”. Miałem także wymienić tematy wspólne wszystkim utworom tych autorów.

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby z tym pójść do ojca, prawdopodobnie wypłoszył mnie „dialog”, bo co do wspólnych tematów nie miałem wątpliwości – w szkole wytłumaczono nam to jasno i jednoznacznie.

Obydwa pytania wywołały w nim pewien niepokój, żeby nie powiedzieć – popłoch.

W pierwszym wypadku zasugerował napisanie opowiadania o tym, jak w bliżej nieokreślonym  miejscu dochodzi do spotkania Żeromskiego i Sienkiewicza, którzy rozmawiają o swojej twórczości.

W drugim mruknął kilka razy „cholera jasna” i powtarzając z niedowierzaniem – „jak to: wszystkich?” – zadzwonił do swojego przyjaciela profesora Błońskiego, który mieszkał przy tej samej ulicy.

- Janku, jaki jest wspólny temat wszystkich utworów Sienkiewicza i Żeromskiego?

Ojciec machnął ręką, żeby nie przeszkadzał, kiedy usłużnie zacząłem paplać, że chodzi oczywiście o miłość do ojczyzny i piękno przyrody ojczyzny.  Do głowy przyszła mi jeszcze tęsknota za ową ojczyzną, chociaż nie byłem pewien, czy tęsknota nie była zarezerwowana dla Mickiewicza (Pan Tadeusz) i Sienkiewicza (Latarnik).

- Zwariowałeś? – odpowiedział Błoński – Nie ma tematów wspólnych dla wszystkich utworów!

-Tak? – odparł ojciec. – Bo widzisz, polonistka mego syna, którą kształciłeś i której dałeś nawet, zdaję się, magisterium, tak twierdzi…

- Ależ zaocznie, Staszku! Ona magisterium dostała zaocznie!”

Tomasz Lem, "Awantura na tle powszechnego ciązenia", Wydawnictwo Literackie 2009

 Moja ocena: 5/6

08:48, the_book
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli