Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
niedziela, 28 marca 2010
Domosławski Artur "Kapuściński. Non-fiction"

Tytuł mojej recenzji książki „Kapuściński. Non-fiction” Artura Domosławskiego powinien brzmieć – „No i po co tyle hałasu!” lub „Wiele hałasu o nic” (do wyboru).

Z wielką ostrożnością, by nie powiedzieć niepokojem podeszłam do książki Domosławskiego (pisałam o tym na blogu), myśląc, że książka ta to obrazoburczy, kłamliwy paszkwil. Nic bardziej błędnego. Książka Domosławskiego to bardzo dobra dziennikarska robota, gdzie chronologicznie, bardzo wnikliwie zostało przedstawione życie autora Cesarza. Skrupulatność Domosławskiego jest zaskakująca – rozmawiał chyba ze wszystkimi osobami z otoczenia Kapuścińskiego, jeździł jego śladami po świecie, przeczytał chyba wszystko co zostało napisane i wydane o Kapuścińskim (tutaj szczególne wyrazy uznania – pamiętam jak w tamtym roku próbowałam przedrzeć się przez stosy materiałów dotyczące pisarstwa i życia reportera – ich ilość przerażała). Ciekawe jest również to, że Domosławski po każdym „niestosownym” fakcie stara się usprawiedliwiać i tłumaczyć autora Hebanu. Kapuściński jawi się w książce Domosławskiego jako człowiek prawdziwy i zaangażowany – cokolwiek robił (czy to działalność w ZMP, czy działalność w partii), robił przekonaniem o słuszności swojego postępowanie. Kapuścińskiego komunizm nie „uwiódł” on naprawdę i prawie do końca (tj. 1989 roku) wierzył, że idea „równości, sprawiedliwości” jest do wypracowania przez rząd Gomułki, Gierka…późniejsze lata pokazały, że Mistrz jednak się pomylił. Myślę, że popularność pisarstwa bierze się między innymi stąd, że Kapuściński był w pełni prawdziwy w swoich tekstach, tak jak był prawdziwy w swoich przekonaniach. A w co Kapuściński wierzył, bez względu na czas i ustrój?! – Myślę, że wierzył w człowieka (chociaż droga do tej wiary nie była drogą łatwą). Co mnie cieszy, to fakt, że po przeczytaniu tej książki Kapuściński jawi mi się jako zwykły człowiek, który wkurza się, kreuje, pije wódkę, kocha…

Dobra to książka zaprawdę! Kapuściński wielkim pisarzem (reporterem) był, a Domosławskim jego oddanym uczniem!

Pozwolę na zakończenie przytoczyć sobie cytat Stasiuka, który doskonale oddaje moje odczucia względem ksiązki i samego Ryszarda Kapuścińskiego:

Czyta się to jednym tchem, bo jest to opowieść o żywym człowieku uwikłanym we własne los, w historię, w słabości i śmieszności. Dopiero na takim tle widać wielkość, wielowymiarowość Kapuścińskiego. Domosławski podąża jego śladem, stara się dotrzeć do prawdy i nie przejmuję się tym, że niektórzy chcieliby mieć kolejnego polskiego świętego. Na szczęście nie jest to kolejna hagiografia, która czyni z bohatera jakiegoś mentalnego eunucha. A do takich wizerunków Polak kocha się modlić, ponieważ nie stawiają mu żadnych wymagań, a tylko łechcą narodowy idiotyzm.

Andrzej Stasiuk

 

Moja ocena: 5/6

1. P.S. Napisałam wczoraj recenzje Domosławskiego, aczkolwiek komputer się zawiesił i ….poszło!  Dziś musiałam nadrobić zaległości. A GAŁCZYŃSKI CIĄGLE NA TAPECIE.

2. P.S. Powzięte zostały następujące decyzje:

a)      Muszę zacząć czytać lektury,  a że są przyjemne na tym ostatnim roku – to nie będzie chyba tak dramatycznie (Lem, Gombrowicz, Stasiuk etc.), ale zanim to nastąpi dokończyć muszę książkę Tomasza Lema „Awantura…”.     NO I GAŁCZYŃSKIEGO!

b)      Sukcesywnie chcę oglądać adaptacje, ekranizacje filmowe książek przeróżnych – na pierwszy rzut „Żegnaj, laleczko” oraz „Małe kobietki” .

c)      NAISAĆ PRACE O GŁACZYNSKIM!

 

12:51, the_book
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 marca 2010
Radocha po pachy

Dziś był wspaniały dzień. Przyszła duuuuuuża paczka z Merlina do biblioteki.

I tak się cieszyłam, tak się cieszyłam, że wąchałam te książki, dotykałam i wszystkim w szkole rozpowiadałam, że one już są , już są! :)

I chodziłam (chodzę, nadal pozostając w ekstazie) z taaaakim uśmiechem.

No i mam, mam A. Domosławskiego "Kapuściński..." oraz wiele, wiele innych...

Tak się spieszyłam, ażeby podzielić się z tą informacją, że bardzo krótka wyszła mi recenzja książki Szczygła.

A co tam, takie paczki to nie codzienność i nie przelewki.

Pozostaje tylko jedno pytanie: kto teraz napisze za mnie pracę o Littellu i Gałczyńskim, no kto?!

:)

Rzeczone książki:

 

Szczygieł Mariusz "Gottland"

 

Książka Szczygła jest po prostu rewelacyjna. Genialna, genialna...

Myślałam, że po Kapuścińskim nikt już nie napisze dobrego reportażu ...a tu TAKA niespodzianka.

"Gottland" to książka o Czechach, kraju który stał się swoistym "poletkiem Boga" (Bożym igrzyskiem?!). Faszyzm, komunizm (jakże mroczny i bezwzględny) okrutnie doświadczył mieszkańców państwa Kafki. Bohaterowie u Szczygła to najczęściej osoby popularne nie tylko w kraju naszych sąsiadów, ale również poza jego granicami np. Karol Gott (tytuł!), Helena Vondrackova, Vaclav Havel etc. Ich losy, postępowanie to pretekst do ukazania jakże skomplikowanej i niejednoznacznej historii Czech.

Książka - genialnie minimalistyczna językowo, intrygująca, mądra!

 

Warto, naprawdę warto przeczytać!

Dużo, dużo tych wykrzykników, ale zasłużenie.

Moja ocena: 6/6

18:25, the_book
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 marca 2010
Kosiński Jerzy "Malowany ptak"

 

 

Książkę Kosińskiego zapamiętam na zawsze. Nie dlatego, że była książką rewelacyjną, fenomenalną, odkrywczą, ale dlatego, że była książką przerażającą. Przerażającą!!!

Bałam się kolejnej strony, zastanawiając się kto tym razem zostanie zgwałcony, okaleczony, zabity. Najgorsze jest to, że ta książka pozostanie we mnie na zawsze. Bo takie, książki się zapamiętuje…Niestety!

 

Książka to opowieść chłopca, którego rodzice umieszczają na wsi podczas II Wojny Światowej, po to aby go uchronić przed prześladowaniami ze strony nazistów. Chłopiec pochodzenia żydowskiego (cygańskiego?) od tej pory przemieszcza się z wioski do wioski nigdzie nie znajdując schronienia, prześladowany za swoją odmienność (śniada karnacja skóry). Ciągle wypędzany, torturowany ….

Książka ukazuję nam wieś jako piekło gorsze od samej wojny, jej mieszkańców jako ludzi niespełna rozumu, zabobonnych i pół-inteligentnych. I wszędzie, wszędzie okrucieństwo.

 

Mam wrażenie, że wszechobecna przemoc, która jest obecna w tej książce niczemu nie służy. Jedynym jej zadaniem, jest pognębić czytelniczą duszę. Moja opinia jest pewnie podyktowana faktem, że ostatnio jestem bardzo na bieżącą z literaturą tego okresu i ksiązka Kosińskiego tylko przeraża.  Pewnie, pewnie tak podkreślana problematyka inności, ale czy nie lepiej akurat to zagadnienie ujęła Magdalena Tulli w „Skazie”?

Jedyną dobrą strona tej książki jest jej język. To wszystko.

Nie polecam.

Moja ocena: 2/6

 

p.s. Postanowiłam od tego wpisu oceniać książki. To pomaga.

 

12:30, the_book
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 marca 2010
Grossman Wasilij „Życie i los”

 

Książka „Życie i los” jest jedną z najważniejszych książek XX wieku. Jest lekturą obowiązkową, dla wszystkich, którzy podejmują próbę zrozumienia dwóch wielkich niszczących sił ubiegłego wieku – nazizmu i totalitaryzmu radzieckiego. Jest też wspaniałym świadectwem człowieczeństwa w czasach antyhumanitarnych.

„Życie i los”   jest książką wybitną! Bo w przypadku tej pozycji trzeba używać wielkich słów.

Sięgnęłam po tę książkę w kontekście pracy o „Łaskawych” J. Littellla. Dla Littella była ona inspiracją do stworzenia swego opus vitae. Jednakże w tym przypadku uczeń nie przerasta mistrza. Littellla tworzy kreacje, Grossmsman opisuje życie. Trzeba jednakże oddać, że Grossman był bezpośrednim uczestnikiem tamtych wydarzeń, Littell odtwarza je z relacji osób trzecich.

Trudno streścić „Życie i los” Grossmana. Ksiązka jest wielowątkowa, liczy sobie 879 stron. Główną osią akcji (podobnie jak u Littella) jest bitwa stalingradzka, wokół której toczą się los i życie bohaterów. Od jej wyniku zależała również przyszłość Europy – która mogła zabarwić się na kolor granatowy lub czerwony. Uczestnicy tej bitwy żyją w ciągłym strachu, nie tylko przed wrogiem, ale również przed towarzyszami walki – jedno niewłaściwe słowo o „naczelnym wodzu – Stalinie” a można stać się wrogiem, zostać rozstrzelanym. W przeważającej części książki opisane zostały bowiem losy Rosjan – pochodzących z różnych rodzin i środowisk, ale są też liczne fragmenty poświęcone odmiennej perspektywie – „wojnie „oczami Niemca”. Dwa odmienne narody, te same problemy ludzi, te same wyzwania , gdyż w obliczy śmierci każdy pozostaje – człowiekiem, bez względu na  pochodzenie, wyznanie, przekonania.

Jednym z głównych bohaterów ksiązki jest Wiktor Sztrum – profesor akademii, Rosjanin, pochodzenia żydowskiego - parte-parole samego autora, który początkowo stara się walczyć o swoją wolność, przekonania, jednakże pod wpływem „losu” ugina się pod ciężarem stalinowskiego reżimu. Pozostali bohaterowie, których jest naprawdę wielu, prowadzą własną, intymną rozgrywkę o „życie”, a może trafniej: o przetrwanie. Szczególnie warto zwrócić uwagę na postaci kobiece w tej powieści, silnie kobiety, których instynkt istnienia jest silniejszy od wszystkich przeciwności „losu”.

Kluczową sceną książki jest śmierć kobiety i dziecka w komorze gazowej. Jest to najbardziej dramatyczny i przejmujący opis zagłady w historii literatury.

Grossman, który przeżył Stalingrad, wyzwolenia obozów koncentracyjnych, prześladowania daje niezwykłe świadectwo tego, że nawet w najtrudniejszych warunkach, człowiek pozostaję człowiekiem.  Dobroć wbrew wszystkiemu, nieracjonalna, szalona, nie wynikająca wcale z religii, przekonań jest elementem, który sprawia, że człowiea stać na humanitaryzm. Ta dobroć to nasza wolność i władza. Littell, który uważa, że nasza szlachetność to nic nie znaczący okruch życia, los ma w swoim władaniu nasze istnienie, jesteśmy tylko marionetkami złośliwego demiurga – jest przy Grossmanie śmiesznie nierzeczywisty, brzmi fałszywą nutą.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy podejmują próby zrozumienia Holocaustu, totalitaryzmu radzieckiego. Uważam, że lektura książki Wasilija Grossmana jest do ów zrozumienia kluczem.

 

To po prostu trzeba przeczytać!

1.P.S. Lektura tej książki była lekturą trudną. Cieszę się jednak, że ja przeczytałam. Osobnym tematem są dzieje samej ksiązki – skonfiskowanej przez władze radzieckie, wydanej po śmierci pisarza…

2. P.S. Ale się rozpisałam…a mam wrażenie, że o wielu rzeczach nie wspomniałam…

3. P.S. A teraz „Malowany ptak” Kosińskiego…

 

17:39, the_book
Link Komentarze (4) »
środa, 03 marca 2010
Kapuściński mój Mistrz.

 

 

Na bieżąco śledzę dyskusję wywołaną książką Artura Domosławskiego „Kapuściński. Non –fiction”. Dyskusje nie tyle o książce, co o samej sylwetce Ryszarda Kapuścińskiego. Bardzo emocjonalnie podchodzę do całego tego zamieszania. Rok temu kończyłam pisanie pracy magisterskiej zatytułowanej „Ryszard Kapuściński – nauczyciel i wychowawca”. Przeczytałam wszystkie jego książki. Płakałam jak umarł…A teraz jest mi smutno i chciałabym, aby to całe zamieszenie się już skończyło. Na razie odkładam na bok wszelkie recenzje książki Domosławskiego. Muszę przez nią sama przebrnąć (już zamówiona w Merlinie). Muszę to zrewidować i przemyśleć. A na razie zawierzam Zygmuntowi Baumanowi, który napisał:

„Ksiązka Domosławskiego jest, poza wszystkimi innymi jej zaletami, także wnikliwym studium sztuki życia. Traktatem o rzeczach wielkich, jakich ta sztuka potrafi dokonać i gdzie są jej dokonań granice. I jakie są jej uprawiania koszta. I jakie są jej uprawiania koszta. (…) Ceną, jakiej spłacanie najboleśniej chyba odczuł, było niekończące się pasmo rozczarowań i zawiedzonych nadziei, i gorzki osad przezeń pozostawiony: poczucie własnej bezsiły – wątłość słowa wobec potęgi zła.”   (Zygmunt Bauman, Tygodnik Powszechny, nr 9/2010)

P.S. Ksiązka Domosławskiego dziś trafiła do księgarń, w Międzynarodowy Dzień Pisarzy, oraz w przeddzień urodzin moich i Ryszarda Kapuścińskiego.

niedziela, 28 lutego 2010
Sebold Alice "Nostalgia Anioła"

"Nostalgia anioła"…czytana gdzieś pomiędzy K.I. Gałczyńskim a  W. Grossmanem (!).

Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że po książkę Sebold sięgnę…

phiiiii - pomyślałam czytadło…

A było to tak…

Pewnego dnia poszłam do kina na „Autora widmo” Polańskiego i była zapowiedź właśnie zekranizowanej powieści „Nostalgia Anioła", tak mi się spodobała, że postanowiłam zajrzeć do książki, która okazała się pozycją całkiem znośną…no dobra super, ekstra czytadłem, które pochłonęłam w ciągu 5 godzin.

Pomysł autorki rewelacyjny, język całkiem znośny…zakończenie iście amerykańskie.

W skrócie: książka opowiada historie czternastoletniej dziewczynki Susie Salmon, która została brutalnie zgwałcona i zabita przez swojego sąsiada. Po tym okrutnym zdarzeniu, bohaterka trafia do nieba, z którego obserwuje członków swojej rodziny – ich zmagania ze śmiercią kogoś bliskiego, próbami odnalezienia sprawcy zbrodni. Pragnie się z nimi skontaktować, przekazać im wiadomość, kto dopuścił się tak niebywałego okrucieństwa. Próby kontaktu kończą się jednak niepowodzeniem. Ale jest jedna osoba, która może pomóc naszej bohaterce… Tyle treści, nie chcę zdradzić zbyt wiele szczegółów.

Być może kategoryzując książkę jako „totalne czytadło, po które nigdy, ale to nigdy nie sięgnę” mógł mieć wpływ polski tytuł, w wersji angielskiej brzmi on „THE LOVELY BONES” – wydaje się być bardziej trafny.

Polecam.

P.S. Wiele obowiązków= mało czasu na czytanie.

Byle do końca pracy o Gałczyńskim i Littellu.

Byle do końca studiów tj. 4 miesiące

Ach… byle do wiosny.

 

 

18:02, the_book
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2010
Tokarczuk Olga "Prowadź swój pług przez kości umarłych"

 

I znów przerwa w czytaniu Grossmana! Jeszcze trochę a uznam „Życie i los” za książkę nie przerwaną, ale opuszczoną na zawsze. Ale cóż ja miałam zrobić, biedny i podatny na sugestie Czytelnik, skoro Iwonka (nasza najwierniejsza i najlepsza Czytelniczka) wpadła do Biblioteki pełna entuzjazmu i rzekła: „ Dziewczyny - nowa Tokarczukowa jest świetna – wiedziałam to już po pierwszym zdaniu, które brzmi:

Jestem już w takim wieku i na dodatek w takim stanie, że przed snem zawsze powinnam porządnie umyć nogi, na wypadek gdyby mnie w Nocy miało zabrać pogotowie.

 - koniecznie musicie to przeczytać!”  Zaraz zrobiła się, więc „lista kolejkowa” na tą nową „Tokarczukową” i ja miałam to szczęście być na szczycie ów listy.

    „Prowadź swój pług przez kości umarłych” jest książką, która fascynuje. Już sam tytuł jest rewelacyjny. Stawiam go obok moich dwóch ulubionych tytułów, t.j. Jeśli zimowa nocą podróżny oraz Zarys dziejów traktora po ukraińsku. Jeśli wierząc wyjaśnieniu głównej bohaterki, tytuł jest cytatem z Williama Blake’a, który zresztą często jest cytowany na stronnicach ksiązki Tokarczuk, dzięki Dyziowi, który amatorsko zajmuję się tłumaczeniem jego poezji. Główną bohaterką ksiązki jest Janina Duszejko – emerytowana nauczycielka, obrończyni zwierząt, astrolog. Jednym słowem postać barwna i niezwykła. Bohaterka mieszka samotnie „gdzieś” w Kotlinie Kłodzkiej, zajmując się na co dzień doglądaniem domów osób, które pomieszkuję w urokliwej okolicy tylko w okresie letnim… Jej życie jest w pełni ustabilizowana i przewidywalne,  zgodne z rytmem przyrody…, aż do momentu, gdy zdarza się coś niespodziewanego …ginie jej sąsiad, kłusownik -  „Wielka Stopa”, dławiąc się kością zabitej sarny. Potem następują kolejne,  tajemnicze morderstwa, która dla Janiny są dowodem na to, że zwierzęta mszczą się za poniesione krzywdy. Nikt oczywiście nie słucha „szalonej, starzej pani…” 

To tyle jeśli chodzi o treść. Boje się wyjawić więcej ze względu na wątek kryminalny, który jest kołem napędowym książki i sprawia, że „Prowadź swój pług przez kości umarłych” czyta się jednym tchem.

Książka Olgi Tokarczuk jest pozycją bardzo dobrą, która skrzy się humorem. Polecam wszystkim fanom i nie-fanom autorki, gdyż „Prowadź swój pług…” to dzieło, które całkiem różni się od tego co do tej pory napisała O. Tokarczuk.

Polecam, polecam, polecam!

Na zakończenie dwa cytaty:

„Najpierw Wielka Stopa, potem Komendant, teraz Wnętrzak…- westchnął Piękny Mężczyzna. – Człowiek boi się wychodzić z domu. Ja po zmroku każe wszystko poza domem załatwiać kobicie.”

„Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.”

  1. P.S. Dziękuję Iwonie, że poleciła (i pożyczyła) mi książkę Tokarczuk.
  2. P.S. Wszystkie cytaty pochodzą z „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.
16:36, the_book
Link Komentarze (4) »
sobota, 06 lutego 2010
Chwin Stefan "Hanemann"



Książka Chwina była lekturą nieplanowaną. Wpadła mi przypadkowo w ręce podczas przeprowadzki i ponownie zaistniała w mojej świadomości jako rzecz „koniecznie do przeczytania”. Przeczytałam, więc „Hannemana” w przerwie lektury „Życie i los” W. Grossmana. Bardzo rzadko zdarza mi się czytać dwie książki jednocześnie, ale dzieło Grossmana tego wymagało. Wymagało przerwy i wytchnienia, kolejnego głębokiego oddechu, refleksji…ale więcej o tej książce po pełnej lekturze.

Powracając jednakże do Chwina – „Hanemann” - jest to historią lekarza niemieckiego, który rezygnuje z ewakuacji z Wolnego Miasta Gdańsk w 1945 roku i pozostaje w Polsce. Przyczyną takiego postępowania jest prawdopodobnie śmierć narzeczonej doktora.  Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Niemcy opuszczają swoje mieszkania i próbują dostać się na kolejne statki, które mają zabrać ich poza teren działań wojennych, w głąb kraju. Czytelnik obserwuje dramat rodzin niemieckich, które muszą w pośpiechu opuszczać swoje domy, pozostawić swój dorobek życia -  przedmioty… Tak przedmioty, bo to one, obok Gdańska są głównymi bohaterami ksiązki. Rzeczy i ich wieczne trwanie, niezależne od osób, które je używają. Trwałość i siła Gdańska kontrastuje z przemijalnością i kruchością życia ludzkiego.

Książka Chwina jest niezwykle precyzyjną  i przemyślaną konstrukcją -  której roboczy tytuł mógłby brzmieć „życie i los”, tak, tak – jak u Grossmana – „życie” to ciągła walka człowieka o normalność stabilizacje, równowagę – to świadomość i wybór. „Los” to przedmioty, ich trwanie (co z tego, że długie!)w tle.

„Hanemann” to książka wielowątkowa – porusza kwestie koegzystencji polsko-niemieckiej po epoce nazizmu, mówi o próbie odnalezienia się w nowej komunistycznej rzeczywistości, szeroko poruszany wątek samobójczy… ostatecznie  mówi też o miłości.

Powieść Chwina jest książką wybitną i bardzo dobrze napisaną. Niezwykłe jest optymistyczne zakończenie powieści, rzadkie w przypadku tak trudnej tematyki. Wygrywa bowiem człowiek – „życie”.

Rozpisanie (rozpasanie) nie ma końca, ale jeszcze kilka słów … Polecam również w kontekście niełatwych, powojennych relacji polsko-niemieckich, bardzo dobrą książkę „Dom Małgorzaty” Ewy Kujawskiej.

Mimo trudu czytelniczego bardzo cieszy mnie lektura „Życia i losu” W. Grosmanna – (mam nadzieje, że moje wnioski nie są zbyt wczesne) bo tam również wygrywa człowiek. A więc Panie Littell – autorze „Łaskawych” – wypchaj się pan w swoim „LOSEM” I „PRZYPADKIEM” – zwycięża człowiek i do kitu z tautologią!

 

 

1. P.S. Moja końcowa uwaga do dzieła Jonathana Littella „Łaskawe” była spowodowana faktem, iż jestem w trakcie pisania obszernej pracy o tej właśnie książce.

2. P.S. Konieczne do przeczytania: S. Chwin Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni

22:01, the_book
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2010
Jeśli zimowymi dniami i nocami ...sesja

 

We wtorek mam egzamin.


Oto bilans tygodnia: 

przeczytanych stron: około 1236

( W tym "Biesy", "Czarodziejską góra", „Czekając na Godota”, „Ziemię jałową”, teksty m.in. Arendt, Junga, Foucaulta, Malinowskiego, Janion...itd.)

do przeczytania pozostało: 50000000!

W dniu dzisiejszym (tj. 24.01.2010), o godzinie 14.55 przestałam się łudzić, że wszystko przeczytam!  

Nie zdobędę się również na recenzje tekstów przeczytanych w tym okresie.

Wczoraj była rocznica śmierci R. Kapuścińskiego, MISTRZA mego, głównego bohatera mojej pierwszej pracy magisterskiej (przy takim stanie umysłu druga może nigdy nie zaistnieć). Zapomniałam.

Stać mnie w dniu dzisiejszym (tylko, AŻ) na myślenie/pisanie, krótkimi zdaniami.


Ach…ble….afe!!! Idę skulkować się po raz wtóry.

P.S. Nadzieja.
Lecz mam przed sobą długo poszukiwaną książkę „Życie i los” W. Grossmana. Czeka na mnie dzielnie. Byle do wtorku. 

Ciao!










1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli