Kategorie: Wszystkie | Do przeczytania | Perypetie bibliotekarza
RSS
niedziela, 17 stycznia 2010
Proust Marcel "W stronę Swanna"

Krew, pot i łzy, czyli wrażenia po lekturze „W stronę Swanna” M. Prousta.

 


Czytałam Prousta tydzień (od niedzieli do piątku) w środę popłakałam się z bólu czytelniczego, że ja TEGO nie przeczytam i kropka. W czwartek zacisnęłam zęby i przeczytałam 150 stron, w piątek rano finiszowałam. 
Podsumowanie:
POT – pierwsze dwa dni lektury
ŁZY – wspomniana środa
KREW (mnie zalała) – cały tydzień - opis (20 stron) ja bohater płacze nad krzakiem głogu (!)

Mogłabym to pozostawić bez komentarza, ale czuję się zobowiązana wytłumaczyć dlaczego książka nie zachwyca a miała. 

Zatem:
- preferuję literaturę faktu – przeczytałam całego Kapuścińskiego, poczytuję - Tochmana, Wańkowicza, Jagielskiego
- można posądzić mnie o nie zrozumienie dzieła – a wydaję mi się, że motyw czasu, który możemy odnaleźć za pomocą synestezji naszych zmysłów wydał mi się dość uchwytny.
- Czytelnik współczesny nie jest przyzwyczajony do tego typu lektury (rozbudowane opisy odczuć wewnętrznych bohatera), najczęściej czytamy zdania krótkie, konkretne etc.

A teraz spuszczę głowę ze wstydu i zażenowania, gdyż właśnie (i akurat) wczoraj „wpadł” mi w ręce najnowszy tomik W. Szymborskiej „Tutaj” w którym znajduję się oto ten wiersz: 

"Nieczytanie” 

Do dzieła Prousta 
nie dodają w księgarni pilota, 
nie można się przełączyć 
na mecz piłki nożnej 
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo. 

Żyjemy dłużej, 
ale mniej dokładnie 
i krótszymi zdaniami. 

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej, 
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy. 
Tu ja z jakimś facetem. 
Tam chyba mój eks. 
Tu wszyscy na golasa, 
więc gdzieś pewnie na plaży. 

Siedem tomów – litości. 
Nie dałoby się tego streścić, skrócić, 
albo najlepiej pokazać w obrazkach. 
Szedł kiedyś serial pl. Lalka, 
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P. 

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki. 
Podobno pisał w łóżku całymi latami. 
Kartka za kartką, 
z ograniczoną prędkością. 
A my na piątym biegu 
i - odpukać – zdrowi.

Wisława Szymborska, Tutaj, Znak 2009 


Skulkuję się teraz i poczytam Dostojewskiego. Prrrr….eee…hhh..eh!


19:37, the_book
Link Komentarze (2) »
sobota, 16 stycznia 2010
Ferie, wódka i pomidorówka

Ja - bibliotekarz - rozpoczęłam ferie (no i sesje). Przyniosłam z tej okazji dwie wypchane torby książek - zaległości (głównie egzaminacyjnych). Nic tylko pozostaje czytać (patrz - uczyć się). 

Konkretyzując sprawę: 

1. Przeczytać muszę (na za tydzień):

"Biesy" F. Dostojewskiego

"Czarodziejską górę" T. Manna

2. Przeczytać chcę:

"Hanemanna" S. Chwina 

"Przygoda fryzjera damskiego" E. Mendozy

Tyle jeśli chodzi o czytelnictwo. Bo jeśli chodzi o życie, to gotując dziś pomidorówkę stwierdziłam, że dobrze byłoby umilić sobie czas słuchając jakiegoś audiobooka. Wybór padł na "Moskwę - Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa czytaną przez Romana Wilhelmiego. No i w ten sposób zrobiłam pomidorówkę, przygotowałam sałatkę, posprzątałam kuchnie… uwieńczeniem powinien być kielich czystej ku czci i pamięci Wieniczki, ale pech chciał, że wódki akurat w domu nie miałam. Książka Cudeńko (koniecznie do zakupienia w wersji papierowej). Potwierdzeniem niech będzie kilka zasłyszanych cytatów: 


„Jedyną słabością kobiet jest to, że sikają na siedząco – mówię to za Puszkinem”

„ Goethe być może nie pił, ale wszyscy jego bohaterowie pili – Faust, Werter a Mefistofeles pił na potęgę”

W Rosji intelektualiści piją jak świnie, piją z rozpaczy”

"Ona była doskonała – wystarczyło popatrzeć jak doskonale wypiła kolejną „setkę” wódki”

Ferie czas zacząć :)

P.S. Niedługo kilka słów o książce M. Prousta.

 

 

niedziela, 10 stycznia 2010
Woolf Virginia "Do latarni morskiej"

Virginia Woolf "Do latarni morskiej", Czytelnik 2005.

Plan spełniony i Pani Virginia przeczytana. Przeczytana jednym tchem. Bo to się kurka czyta rewelacyjnie!

 


Fabuła prosta: rodzina Ramseyów spędza lato nad morzem. Najmłodszy z Ramsayów - James chce odbyć wycieczkę do tytułowej latarni morskiej - niestety pogoda nie sprzyja i wycieczka ostatecznie się nie odbywa. James zwiedzi jednakże latarnie, ale 10 lat później w towarzystwie siostry i owdowiałego ojca. Matka bohatera - pani Ramsay - umiera bowiem, ów pamiętnego lata z niewyjaśnionych przyczyn. Ona, która była latarnią morska, wskazywał drogę życia całej rodzinie jak również osobą zaprzyjaźnionym z Ramsayami, była bezpieczną ostoją - nagle odbiera im to wszystko swoją naglą i niespodziewaną śmiercią. Dom opuszczony obumiera- bez łaskawej i troskliwej dłoni pani Ramsay - tak jak pozostawieni przy życiu bohaterowie - pan Ramsay, James, Cam, Paul, Minti, Lily... Lecz zanim się tego wszystkiego dowiemy, zanim czas bezczelnie pozbawi rodzinę poczucia bezpieczeństwa poznamy niezwykłą osobowość- pani Ramsay. Ona, która w książce Virgini przemawia wewnętrznym, troskliwym głosem próbuje zapanować nad życiem, przyszłością członków rodziny Ramsayów. Okiełznać ducha ślepego losu - zaprowadzić do bezpiecznej przystani.

Woolf w niezwykły sposób prezentuje Czytelnikowi fabułę: wszystkie zdarzenia obserwujemy z kilku perspektyw - perspektywy bohaterów - ich wewnętrznych głosów, myśli.

Arcydziełem jest scena gdzie wszyscy domownicy spożywają kolacje - zewnętrzna uprzejmość - ustępuje miejsca wewnętrznym wynurzeniom, które doskonale oddają ucha każdego domownika.

Książka "Do latarni morskiej" jest książką na wskroś emanującą kobiecością - ukazuje KOBIETY jako te które porządkują cały wszechświat mimo pozornej wyższości mężczyzn. Pani Ramsay jest świadoma wszystkich zdarzeń, Lily utrwal wszystko na płótnie...

Doskonała ta książka, zaprawdę doskonała!

Myślę, że w najbliższej przyszłości zapoznam się z innym dziełem Virgini Woolf.

A na koniec kwiatuszek:
A pani Ramsay, widząc złoty zegarek leżący na jego dłoni, pomyślała, ileż szczęścia ma Minta! Wychodzi za człowieka, który ma złoty zegarek w irchowym woreczku
( Virginia Wolf, „Do latarni morskiej, Warszawa, Czytelnik 2005, s. 131)


21:14, the_book
Link Komentarze (1) »
Boll H. "Zwierzenia klowna"

"Zwierzenia klowna" H. Bolla to majstersztyk literacki. Książka, którą przy opisie "O Bibliotece" Eco nazwałam cudeńkiem, faktycznie ów cudeńkiem wydaję się być. 

"Zwierzenia klowna" to historia życia tytułowego klowna - mima - komika imieniem Hans, który po rozstaniu ze swoją ukochaną Marią popada w melancholie i rozpacz. Zaczyna pić - piciem rujnuje sobie karierę sceniczną. Bohatera poznajemy w momencie powrotu do rodzinnego Bonn - tu odwiedzają go ojciec, sam wydzwania do wszystkich swoich przyjaciół i wrogów, matki oraz brata prosząc o pożyczkę, poszukuje Marii, która jak się okazuję na ostatnich stronach książki wyszła za mąż za innego. Hans swoisty wyrzutek społeczeństwa jest doskonałym jego prześmiewcą - jest klownem, nie pasującym do katolickich standardów powojennej niemieckiej klasy średniej, która starając się stwarzać atmosferę moralności, ładu i tolerancji jest przesiąknięta relatywizmem wartości. Świetnym przykładem jest matka głównego bohatera – w okresie wojennym była wierną zwolenniczką „ostatecznego rozwiązania”, nazywała Żydów „jankeskimi świniami”, zapisała swoje dzieci do Hitlerjugend, wysłała nastoletnią córkę na pewna śmierć – po to aby bronić 
Rzesze przed wrogim najeźdźcą…by po wojnie stać się przewodniczącą klubu walki z rasizmem!

Książka H. Bolla doskonale koresponduję z filmem „Biała wstążka” Michaela Haneke. Oba te dzieła zdają się wyjaśniać niemiecki narodowy socjalizm. Według twórców tych dzieł społeczeństwo niemieckie (każde?!) zewnętrznie - społeczeństwo posłuszne władzy, sterylnie moralne, bezrefleksyjne oddane, pełne pokory i szacunku, ale wewnętrznie rządzone namiętnościami, niesione instynktami, pełne grzechu i słabości. 

Refleksyjna, mocna, mądra książka.

21:11, the_book
Link Komentarze (1) »
Eco Umberto "O Bibliotece"

"O Biliotece" Umberto Eco, Świat Książki, 2007.

Przeczytałam książke Eco i jestem rozczarowana. Myśle, ze to wina Borgesa. Eco nie porusza i nie zachwyca - powiela ujęcie autora "Bibliteki Babel" - Biblioteka jako Wszechświat.

W malutkim tomiku Eco znajdziemy opis bibliotek bliskich doskonałości, z wolnym dostępem do księgozbioru, z możliwością wypicia kawy podczas zagłebiania się w lekturze. Dostaje się bibliotekarzy za niechęć względem czytelników... Takie tam rózności i oczywistości. Rozczarowanie moje jest tym większe, że spodziewałam się po tym jakże znanym mediewiście i semiotyku "czegoś" - a tu tycio, tycio!

Oj, masowe to wydawnictwo, masowe - takie małe ecowskie 3xM.

Ale jak nie zachwyca to nie zachwyca co zrobić...

P.S. Poranek spędziłam na czytaniu "Zwierzenia klowna" H. Bolla - zdradze tyle - CUDEŃKO.

21:09, the_book
Link Dodaj komentarz »
Calvino Italo "Jeśli zimową nocą podróżny"

Italo Clavino "Jeśli zimową nocą podróżny", wydana przez PIW w 1989 roku jest książką nietuzinkową (tak, tak nie obędzie się bez ochów i achów). Czytałam ją po "Fikcjach" Borgesa, więc na fali nadzwyczajnych uniesień czytelniczych! Pozwoliłam Calvino wejść w mój byt adresata powieści z całą konsekwencją takiego działania. Calvino z precyzją doświadczonego pisarza (którym już niewątpliwie jest w 1979 roku) bawi się konstrukcją powieści (patrz Cortazar "Gra w klasy") - mamy w tym niewielkim tomie (256 stron) kilka początkowych fragmentów nigdy nie napisanych (dopisanych) powieści przeplatanych poszukiwaniami Czytalnika książki ...dokończonej?! Calvino stworzył dzieło labirynt - dzieło oparte na kilku początkowych fragmentach książek - a to już dzieło niebagatelne! Bo nie ma nic trudniejszego dla pisarza niż dobry początek powieści (przypomnieć Kapuścińskiego, który początek powieści często opłacał pogorszeniem zdrowia ) a tu tyle dobrych początków. Pozazdrościć, pozazdrościć...



Fascynująca u Calvino postać chłopaka, który broni się przed czytaniem - poświęca całą swoją energie życiową, aby nie czytać - co jak się okazuję nie jest takie proste - zewsząd bowiem otacza nas, bohatera pismo...w koncu chłopak ów okazuję się artystą, który ksiązek nie czyta, ale robi z nich rzeźby - ksiązka ma dla niego wartość jeśli posiada odpowiedni kształt!


Dwa cytaty z Calvino:


"Czytelniku (...) jaki port może dać ci pewniejsze schronienie niż obszerna biblioteka?"


"Miej się na baczności, Czytelniku, tutaj wszystko jest inne, niżci się wydaje, wszystko jest dwuznaczne"


Teraz doczytuję ów Calvino - zostało mi 50 s.


Borges opublikował swoję "Fikcje" w 1944!!!


Calvino, Eco, Cortazar, Gombrowicz - wszystcy jego syny.


"Książka nie jest bytem samoistnym, jest ona relacją, osią nieskończenie wielu powiązań" J.L. Borges


21:04, the_book
Link Dodaj komentarz »
Borges Luis Jorge "Fikcje"

"Fikcje" Jorge Luis Borges, PIW, rok wydania 1972.


 

 

Męczy mnie, oj męczy mnie słodko ten Borges i łączy się wspaniale z I. Calvino.


Miałam szczęscie czytać "Jeśli zimową nocą podrózny" zaraz po "Fikacjach" i czuję się teraz olśniewajaco mądra i dobra nawet piękna(kalokagatia?!) - tak mi z tą wiedzą do twarzy.


Serio: Borges jest moim mistrzem - wydał "Fikcje" w 1944 roku, określając całą naszą kulture nowoczesną (jak niektórzy chcą ponowoczesną). To co napisane zostało potem - Calvino, Eco, Gombrowicz, Baudrillard - jest pokłasiem jego niewielkiego tomiku ("Fikcje" liczą sobie 152 stron).


Najlepszym esejem z tomu Borgesa jest według mnie "Biblioteka Babel". Tłumaczyć nie należy i nie wypada.


"By this art you may contemplate the variationes of the 23 letters...".


Sam esej rozpoczyna się słowami: "Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką)..." w tych sławach zakochałam się - ja biliotekarz!!!


Ujęcie Borgesa - świat jako Biblioteka (przez duże B) jest światem, "nieograniczonym i periodycznym", lecz zawierającym jedną książkę! Jedną - bowiem wszystko w kulturze jest powtarzalne i powielokroć powielane. Napisał to Borges w 1941 roku - przeczuwając współczesność masowość dzisiejszej literatury. Literatury, która już nie stara się być nawet odkrywcza - powiela, miele i miele aż do znudzenia i śmierci świadomego czytelnika te same motywy, blebleble...Może własnie dlatego tak dobrze mi z Borgesem. Dziękuje Panie Jorge Francisco Isidoro Luis Borges Acevedo. Postokroć dzięki!


I jeszcze troczę "Biblioteki Babel":


" Jeśliby wieczny podróznik przebywał ją [Biblioteke] w jakimkolwiek kierunku, stwierdziłby po upływie wieków, że te same tomy powtarzają się w takim samym chaosie (który, powtórzony byłby jakimś porzadkiem: Porządkiem). Moja samotność cieszy się toą elegancką nadzieją".


No już koniec Borgesa - czuję się teraz, zaraz zobligowana do przeczytania "O Bibliotece" Umberto Eco!


Ciao Czytelniku!


P.S. Wszystkie cytaty pochodzą z: "Fikcje" Jorge Luis Borges, PIW, Warszawa 1972.

 

21:01, the_book
Link Dodaj komentarz »
Jansson Tove "Zima Muminków"

Zima Muminków to książka, która ratuje, leczy i uspokaja (jak zresztą cała seria o przygodach Muminków). Należy ją przypisać do kategorii książek lekarstw – jak Sto lat samotności Gabriela Garcii Márqueza, jak Pan Kuleczka Wojciecha Widłaka, Lapidaria Ryszarda Kapuścińskiego…

Zimę Muminków wypożyczyłam sobie z myślą o Maminkach i o zimie, no bo napadało dużo śniegu i jest zimno – jak to zimą bywa. No i wiadomo do każdego czasem przychodzi Buka…


P.S. Dobrze, że są takie książki jak seria Muminków – ratują przed zapaleniem mózgu potencjalnego mola-książkowego-dorosłego.

 

 

20:57, the_book
Link Dodaj komentarz »
Sprostowanie.

Bo jeśli ktoś się dziwi, że:

1. bibliotekarz i do księgarni chodzi

2. nie ma czasu na czytanie książek

to wyjaśniam:

ad. 1.książkę na własność posiadać to radość niebywała

ad. 2. czytywanie w pracy rzecz niemożliwa, gdy pracuję się w bibliotece szkolnej.

 

P.S. a Marcel P. czeka i oblicza stracony czas...

Ciao!

.

 

sobota, 09 stycznia 2010
Czytelnik zimową porą, czyli śmiało przez zaspy do księgarni, jak również kilka słów o nierozciągliwości czasu.

Dziś mimo śniegu, wiatru i różnych komunikacyjnych przeszkód wybrałam się do księgarni. Byłam jedynym klientem co pozwoliło mi spokojnie lawirować między półkami około godziny :) Przekładałam więc, oglądałam, porozmawiałam z księgarzem... I wybrałam: : "Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu" A. Bikont, J. Szczęsnej. Pan księgarz zapakował mi szczelnie dzieło, ażeby w drodze powrotnej nic się z moim skarbem niestało i ruszyłam dzielnie do domu. Niestety nowy zakup musi poczekać jeszcze - bowiem styczeń to czas sesji - to jednoznacznie oznacza totalny brak miejsca w mojej prywatnej czasoprzestrzeni na czytanie "dla siebie". No cóż pozostaje jeszcze czytanie "na studia", które jest w tym (ostatnim) roku wyjątkowo przyjazne. W ten weekend plan czytelniczy prezentuję się następująco:

Sobota wieczór - dokończenie "Do latarni morskiej" V. Woolf

Niedziela i ewentualnie czytelnictwo tramwajowe (czytaj: czas dojazdu do pracy i na uczelnie w różnych wariantach np. z uczelni do pracy i odwrotnie): "W stronę Swanna" M. Prousta.

Jednym słowem klasy za klasykiem i klasykiem popychany.

A teraz mały kącik narzekań: Nie mam czasu w tygodniu na czytanie, NIE MAM! Praca i studia od 8-20 nie sprzyjają czytelnictwu. Pozostaje czas tramwajowy lub mocno wieczorny (ale w tej opcji po kilku przeczytanych stronach zasypiam). Dlatego staram się wykorzystać książkowo weekendy maksymalnie. Wracam więc o lektury. Pani Virginia oczekuje.

P.S. Pisanie niestety też muszę ograniczyć do weekendów.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
2010 PRZECZYTANE
Aktualnie czytane - "Stulecie chirurgów" Thorwald Jürgen
Podczytywane-podpatrywane
Wyzwanie - Rosja w literaturze
Z drugiej strony barykady - bibliotecznie
Spis moli